Leśne Dhamma Książki

Ukończone Publikacje Leśne Dhamma

Tłumaczenia Robocze

LEŚNE DHAMMA KSIĄŻKI (FOREST DHAMMA BOOKS) OD WIELU LAT jest charytatywnym wydawcą angielskich tłumaczeń prezentujących dzieła literackie i nauki Dhammy Czcigodnego Ajaana Mahā Bua, wyjątkowego nauczyciela i mistrzowskiego wyraziciela tajskiej tradycji leśnej.

Wiele książek Theravādin Dhamma zawiera napisy: “Tylko do bezpłatnej dystrybucji” lub “Dar Dhammy przewyższa wszystkie inne dary”. To dlatego, że cała ta inspirująca literatura jest rozdawana bezpłatnie. W społeczności Leśne Dhamma Książki (Forest Dhamma Books) większość tłumaczeń, edycji, formatowania i grafiki związanej z naszymi książkami została wykonana przez mnichów, mniszki i świeckich pomocników, którzy poświęcają swój czas i energię. Można śmiało powiedzieć, że ich szlachetne wysiłki wywarły głęboki wpływ na życie wielu ludzi.

Narracja Leśnej Dhammy rozpoczyna się na początku 1963 roku wraz z przybyciem do Klasztor Leśny Baan Taad Ajaana Paññāvaddho, który wkrótce zaczął tłumaczyć niektóre z książek Ajaana Mahā Bua na temat praktyki Dhammy na język angielski. Ponieważ Ajaan Mahā Bua często odnosił się do swoich nauk jako “Dhammy lasu”, pierwsza książka z naukami, którą Ajaan Paññāvaddho przetłumaczył i opublikował nosiła tytuł Leśna Dhamma. Zainspirowani tym i innymi tłumaczeniami, wielu ludzi Zachodu zaczęło żyć i praktykować z Ajaanem Mahā Bua, uczestnicząc całym sercem w unikalnym duchowym stylu życia tajskiej tradycji leśnej.

Leśne Dhamma Książki (Forest Dhamma Books) zostało zainicjowane w Tajlandii w 1999 roku jako projekt druku i dystrybucji angielskich tłumaczeń książek Ajaana Mahā Bua na temat nauk i praktyk tajskiej tradycji leśnej. Wszystkie książki zostały opublikowane w Tajlandii, a każdy druk został w całości sfinansowany z publicznych darowizn. Książki Dhammy były drukowane wyłącznie w celu bezpłatnej dystrybucji dla każdego zainteresowanego czytelnika. W anglojęzycznych krajach na całym świecie Leśne Dhamma Książki (Forest Dhamma Books) utworzyło prywatne centra dystrybucji, które otrzymywały przesyłki naszych publikacji (za które nasi darczyńcy płacili koszty wysyłki i dostawy) i rozprowadzały je bezpłatnie wśród osób prywatnych, organizacji buddyjskich oraz ośrodków medytacyjnych i odosobnieniowych. Korzystając z darowizn zebranych w Tajlandii w ciągu następnych lat, Leśne Dhamma Książki (Forest Dhamma Books) wydrukowała ponad 200 000 publikacji buddyjskich w języku angielskim, z których wszystkie zostały rozprowadzone bezpłatnie; wiele z nich w Stanach Zjednoczonych. Wszystkie książki Leśne Dhamma (Forest Dhamma) i inne media są dostępne do bezpłatnego pobrania na tej stronie.

Obecnie strona ta oferuje 16 oryginalnych książek w języku angielskim, 23 książki w języku tajskim, 8 książek przetłumaczonych na język chiński, 5 książek na język portugalski, 3 książki na język niemiecki, 4 książki na język wietnamski, 4 książki na język Singhalese, 3 książki na język indonezyjski, 2 książki na język hiszpański, 1 książkę na język francuski i 1 na język włoski. Łącznie oferujemy 70 tytułów buddyjskich do do bezpłatnego pobrania pod tym linkiem. Ponadto wszystkie nasze anglojęzyczne książki są teraz oferowane na stronie internetowej jako audiobooki do bezpłatnego pobrania.

Ajaan Paññāvaddho

CZCIGODNY AJAAN PAÑÑĀVADDHO BYŁ PRZEZ CZTERDZIEŚCI JEDEN LAT najstarszym zachodnim mnichem podążającym ścieżką praktyki Ajaan Mana. Ajaan Paññā, jak go nazywano, był człowiekiem o intelektualnej błyskotliwości, który dzięki własnym wysiłkom w medytacji był w stanie ustanowić silny duchowy fundament w swoim sercu. Okazując bezinteresowne oddanie zadaniu przedstawiania Dhammy Ajaan Mana swoim licznym uczniom, jego spokojna i pełna celu obecność dotknęła życia tak wielu ludzi. Stał się pionierem zachodniej Sanghi, którego przywództwo wpłynęło na niezliczonych mnichów i świeckich, by praktykowali nauki Ajaan Mana; a jego tłumaczenia i interpretacje mów Dhammy Ajaan Mahā Bua wprowadziły pokolenia buddystów w tajską tradycję leśną.

Ajaan Paññā urodził się jako Peter John Morgan z walijskich rodziców 19 października 1925 roku. Jego narodziny miały miejsce w stanie Mysore w południowych Indiach w Kolar Gold Fields, gdzie jego ojciec pracował jako inżynier górnictwa. W wieku siedmiu lat został wysłany przez rodziców do Wielkiej Brytanii, aby rozpocząć formalną edukację. Mieszkał z dziadkami w Walii, dopóki reszta jego rodziny nie wróciła z Indii kilka lat później.

Następnie jego rodzina osiedliła się w angielskich Midlands, gdzie ukończył szkołę podstawową. Z powodu II wojny światowej jego rodzina była zmuszona do kilku przeprowadzek, zanim w końcu ukończył szkołę średnią. W wieku kilkunastu lat młody Peter zachorował na gruźlicę bydła w prawej stopie, prawdopodobnie z powodu wypicia skażonego mleka. Przeszedł kilka nieudanych zabiegów, po czym chirurgicznie usunięto zainfekowaną kość ze stopy, powodując zrośnięcie kości kostki. Spowodowało to dożywotnią niepełnosprawność, która, choć była nieszczęściem pod jednym względem, była błogosławieństwem pod innym – nie musiał służyć w wojsku podczas wojny, a tym samym uniknął popełnienia wielu złych kamm. Peter mógł następnie kontynuować swoją edukację w Faraday House w Londynie, gdzie ukończył studia z tytułem inżyniera elektryka tuż po zakończeniu wojny.

Po ukończeniu studiów spędził dwa lata w Indiach, pracując jako inżynier elektryk w kopalniach złota w Kolar. Po powrocie do Anglii kontynuował pracę jako inżynier przez kolejne siedem lat – najpierw w Stafford, a następnie w Londynie. To właśnie w tym okresie swojego życia Peter głęboko zainteresował się buddyzmem. Zaczął zastanawiać się nad wartością i celem narodzin i życia na tym świecie w świetle nieuchronnego marszu ku chorobie, starości i śmierci. Zaczął kwestionować samą naturę istnienia i doszedł do wniosku, że popularne wyjaśnienia religijne i naukowe są poważnie błędne. W poszukiwaniu prawdy odkrył, że nauki Buddy zapewniają solidną podstawę w teorii i praktyce, która może służyć jako platforma do dokładnego zbadania tych kwestii. Czytał obszernie doktrynę buddyjską i dołączył do kilku organizacji buddyjskich. W końcu, zainspirowany przykładem Bhikkhu Kapilavaḍḍho, który przyjął święcenia w Tajlandii, Peter postanowił wyrzec się doczesnego życia, aby w pełni realizować swoje poszukiwania prawdy bez przeszkód związanych ze światowymi troskami. Został wyświęcony na sāmanera w London Buddhist Vihāra 31 października 1955 roku. Otrzymał imię Paññāvaddho.

W grudniu tego samego roku Paññāvaddho i dwóch innych sāmaneras poleciało do Bangkoku w Tajlandii wraz z Bhikkhu Kapilavaḍḍho, z zamiarem wyświęcenia na bhikkhów. Po miesięcznym pobycie w Wat Paknam z Luang Paw Soth, 27 stycznia 1956 roku trzej sāmaneras zostali należycie wyświęceni na bhikkhów.

W połowie lipca tego samego roku wszyscy wrócili do Londynu, gdzie osiedlili się w małej vihārze zapewnionej przez English Sangha Trust. Stopniowo pozostali powrócili do świeckiego życia, pozostawiając Bhikkhu Paññāvaddho, by sam opiekował się viharą. Pozostał odpowiedzialny za vihārę przez pełne pięć lat, zanim inny bhikkhu przybył, by zająć jego miejsce. W tym czasie bezinteresownie poświęcił się zadaniu prezentowania Dhammy najlepiej jak potrafił, nie tylko nauczając w vihārze, ale także dając publiczne wykłady i organizując wiejskie odosobnienia. Jednocześnie wypełniał swój obowiązek życia mnicha, praktykując medytację tak dokładnie i ściśle, jak to tylko możliwe.

Czasami jednak zniechęcał się, ponieważ doświadczenie, które zdobył w ten sposób, nie było wystarczające, by rozwiać jego wątpliwości. Głęboko odczuwał brak godnego zaufania mentora, dobrego nauczyciela, który mógłby zapewnić go, że szlachetne cele nauk Buddy są nadal osiągalne we współczesnej erze. Czy byli jacyś żyjący arahanci, którzy mogliby poprowadzić go ścieżką do Nibbāny? Gdyby znalazł takiego przewodnika, z całego serca poświęciłby się temu celowi.

W tym celu Bhikkhu Paññāvaddho zdecydował, że musi powrócić do Tajlandii i poszukać szlachetnego nauczyciela, który wzbudzi jego pełne zaufanie. Przyleciał do Tajlandii w listopadzie 1961 roku. Początkowo udał się do Czcigodnego Ajaana Paññānandy w Wat Cholapratan niedaleko Bangkoku. Będąc tam, poprosił tajskiego przyjaciela, by wyszukał najlepszych, najbardziej szanowanych mistrzów medytacji w kraju i zdał mu relację. Ostatecznie przyjaciel ten zabrał go na spotkanie z Czcigodnym Ajaanem Mahā Bua, wieloletnim uczniem Czcigodnego Ajaan Mana, który był powszechnie znany jako Arahant. Będąc pod wrażeniem zdecydowanego charakteru i głębokiej mądrości Ajaana Mahā Bua, Bhikkhu Paññāvaddho przeniósł się do jego klasztoru, Klasztor Leśny Baan Taad w prowincji Udon Thani i został jego oddanym uczniem. Przybył tam 16 lutego 1963 roku i pozostał tam do końca życia.

Ajaan Mahā Bua wkrótce skrócił jego imię do Paññā i od tego momentu był znany po prostu jako Ajaan Paññā. Pozostał bliskim uczniem Ajaana Mahā Bua przez następne 41 lat. Powiedział, że był w stanie znieść trudy życia w odległych dżunglach północno-wschodniej Tajlandii głównie dzięki silnej wierze w Ajaan Mahā Bua i jego metody nauczania. Klimat był gorący i niewygodny, jedzenie było proste i surowe, istniała bariera językowa do pokonania, a jego kostka pozostawiła go z ograniczoną mobilnością; ale jego serce było wzmocnione wiarą w nauczyciela i wytrwałością w praktyce. Umysł Ajaan Paññā naturalnie dążył do mądrości, co pozwoliło mu na szybki postęp w medytacji. Dzięki uważnemu przewodnictwu Ajaana Mahā Bua, jego zrozumienie Dhammy pogłębiało się i stawało się bardziej wszechstronne z każdym mijającym rokiem.

W 1965 r., pod naciskiem Ajaana Mahā Bua, Ajaan Paññā został ponownie wyświęcony na Dhammayut Nikāya. Wraz z przyszłym Sangharadżą – Somdetem Phra Ñānasamvārą – jako swoim preceptorem, 22 czerwca tego samego roku ponownie przyjął święcenia w Wat Boworniwes.

Ajaan Paññā posiadał bardzo subtelną i wyrafinowaną naturę. Jego praktyka była bez zarzutu. Zawsze był opanowany i ostrożny, a we wszystkim, co robił, wykazywał się mądrością. Nie tylko rozwinął się w pełni, ale jego przykładne życie i praktyka wpłynęły na wielu ludzi z całego świata. Od samego początku niestrudzenie pracował nad tłumaczeniem pism Ajaan Mahā Bua na język angielski, publikując tłumaczenia, które były dystrybuowane bezpłatnie na całym świecie. Stopniowo stał się źródłem siły i inspiracji dla buddystów z wielu krajów, którzy podróżowali do Tajlandii, aby się z nim spotkać. Jest to szczególnie prawdziwe w odniesieniu do zachodnich bhikkhów, którzy dołączyli do Sanghi w Klasztorze Leśny Baan Taad po jego przybyciu. Zawsze okazywał bezinteresowne oddanie zadaniu instruowania tych mnichów, a oni zawsze polegali na nim, że nauczy ich właściwego sposobu praktykowania buddyzmu.

W 1974 roku English Sangha Trust zaprosił Ajaana Mahā Bua do odwiedzenia Londynu w Anglii z zamiarem założenia tam Sanghi Theravady. Ajaan Paññā towarzyszył swojemu nauczycielowi w Londynie, gdzie pomógł przekazać buddyjskim wiernym esencję nauk Dhammy Ajaana Mahā Bua. Miał to być ostatni raz, gdy Ajaan Paññā powrócił do Anglii. Ale chociaż w tym czasie nie powstała żadna Sangha, ich inspirująca obecność położyła podwaliny pod przyszłą angielską Sanghę.

Jego wiedza inżynierska stała się cennym atutem klasztoru. Od momentu przybycia był zaangażowany w prawie każdy projekt budowlany realizowany w Klasztorze Leśny Baan Taad – często sam projektował i nadzorował budowę. Ajaan Mahā Bua tak bardzo wierzył w jego mądrość i umiejętności inżynieryjne, że rzadko kwestionował osąd Ajaan Paññā w tych sprawach. Niezależnie od tego, czy inżynieria była elektryczna czy mechaniczna, konstrukcyjna czy elektroniczna, opanował je wszystkie z własnej inicjatywy i potrafił zastosować je z umiejętnością i wdziękiem, które nieustannie zadziwiały jego współbraci mnichów. Łatwość, z jaką Klasztor Leśny Baan Taad rozwinął się z prostego leśnego klasztoru w kwitnące centrum klasztorne, jest świadectwem zdolności Ajaana Paññā do zarządzania zasobami leśnego klasztoru przy jednoczesnej ochronie jego tradycji i środowiska medytacyjnego.

We wrześniu 2003 roku pojawiły się pierwsze objawy choroby, która ostatecznie doprowadziła do jego śmierci. Zdiagnozowano u niego raka jelita grubego i postanowił leczyć go naturalnymi ziołowymi środkami. Wydawał się być niezrażony swoim stanem i czuł się całkiem pewny, że lek działa. W ciągu następnych dziewięciu miesięcy rak wydawał się stopniowo ustępować, ale w czerwcu 2004 roku pojawił się ponownie i zaczął się szybko rozprzestrzeniać. W miarę zbliżania się śmierci wykazywał się wielkim spokojem, nigdy nie przejmując się słabnącym stanem swojego ciała. Ajaan Paññā odszedł w całkowitym bezruchu o 8:30 rano 18 sierpnia 2004 roku. Brakowało mu dwóch miesięcy do 79. urodzin. Umarł tak, jak żył – z czystym i spokojnym sercem.

Szczątki Ajaan Paññā zostały skremowane w Klasztorze Leśny Baan Taad dziesięć dni później. Jego ceremonia pogrzebowa była w tamtym czasie największym wydarzeniem, jakie kiedykolwiek się tam odbyło – szacuje się, że wzięło w niej udział 50 000 osób, w tym ponad 4000 mnichów. W dniu jego kremacji wydarzyło się coś niezwykłego. Niebo było czyste i bezchmurne. Jednak przy trzech różnych okazjach na czystym, błękitnym niebie pojawiła się okrągła tęcza, za każdym razem otaczająca słońce jak duża, świetlista aureola. Tęcza pojawiła się po raz pierwszy, gdy jego trumna była umieszczana na stosie pogrzebowym; pojawiła się ponownie później, gdy historia jego życia była czytana na głos; i jeszcze po raz trzeci, gdy Ajaan Mahā Bua zapalił stos pogrzebowy. To było tak, jakby moc duchowych osiągnięć Ajaan Paññā sprawiła, że ten obraz odzwierciedlał głębię i subtelność jego cnoty dla wszystkich. To żywe świadectwo głębokiego duchowego przebudzenia Ajaan Paññā oznaczało niezwykle wdzięczne zakończenie życia i praktyki mnicha, którego dobroć i pokora promieniowały łagodnie z jego istoty, aby objąć cały czujący wszechświat.

Aby zapoznać się z pełną biografią Ajaana Paññāvaddho, przeczytaj Niezwykła mądrość: Życie i nauki Ajaan Paññāvaddho w sekcji English Books na naszej stronie internetowej.

Pochwała Ajaana Mahā Bua na temat Ajaana Paññāvaddho

WENERABLE AJAAN PAÑÑĀVADDHO BYŁ ANGIELSKIM MĘŻEM, który przybył do Klasztor Leśny Baan Taad w 1963 roku i pozostał tu do końca życia. Nie tylko rozwinął się w pełni, ale jego życie przyniosło wiele korzyści ludziom z całego świata. Od dnia, w którym tu przybył, stał się źródłem siły i inspiracji dla buddystów z wielu krajów, którzy zaczęli szanować jego mądrość. Jego obecność przez lata wpłynęła na życie niezliczonych ludzi.

Jest to szczególnie prawdziwe w odniesieniu do zachodnich mnichów, którzy przybyli do Klasztor Leśny Baan Taad od czasu jego przybycia. Zawsze okazywał bezinteresowne oddanie zadaniu instruowania tych mnichów. Zawsze polegali na Ajaan Paññā, który uczył ich właściwego sposobu praktykowania buddyzmu. Działał jako przykład i mentor dla ludzi Zachodu, którzy przybyli do Tajlandii, aby wyświęcić się na mnichów i podążać Szlachetną Ścieżką Buddy.

Ajaan Paññā zmarł 18 sierpnia o 8:30 rano. Klasztor Leśny Baan Taad na wiele sposobów skorzystał na jego obecności. Ajaan Paññā był wyszkolonym inżynierem z bardzo szeroką wiedzą na temat wszystkich rzeczy elektrycznych i mechanicznych. Ilekroć zadawałem mu pytanie dotyczące jakiejś maszyny – czy był to samochód, pociąg, samolot czy orbitujący satelita – zawsze znał odpowiedź. Zapytałem go, czy mógłby sam skonstruować te rzeczy, a on odpowiedział, że chociaż zasadniczo rozumie, jak działają, ich budowa wymagałaby fabryki i dużej siły roboczej. Jedna osoba nigdy nie byłaby w stanie zrobić tego wszystkiego. To była bardzo mądra odpowiedź. Jego znajomość inżynierii sprawiła, że odnieśliśmy wrażenie, że musi być naukowcem zajmującym się energią jądrową. Ponieważ nigdy się nie gubił, udzielając jasnych i spójnych wyjaśnień, czuliśmy, że wie wszystko, co trzeba wiedzieć o tych sprawach.

Od czasu do czasu czyjś samochód psuł się w klasztorze. Ajaan Paññā od razu go naprawiał, by właściciel mógł nim wrócić do domu. Był ekspertem w naprawianiu zegarów i zegarków, magnetofonów i radioodbiorników. Ci w klasztorze, którzy potrzebowali pomocy w naprawie tych rzeczy, zawsze zwracali się do Ajaan Paññā – a on nigdy ich nie zawiódł. To jeden z powodów, dla których twierdzę, że klasztor Baan Taad skorzystał na jego obecności na tak wiele sposobów.

Na głębszym poziomie, Ajaan Paññā był świetnym komunikatorem. Był odpowiedzialny za instruowanie i szkolenie wszystkich obcokrajowców, którzy przybyli do Klasztor Leśny Baan Taad. Pod tym względem jego śmierć jest ogromną stratą dla naszego klasztoru. Jego umiejętności inżynieryjne nie będą nam tak bardzo brakować, jak jego umiejętności nauczania. Zawsze był pierwszą osobą, która przyjmowała zagranicznych gości, a oni polegali na jego mądrości. Jego nauki na temat buddyzmu były wszechstronne i niezmiennie poprawne.

Ajaan Paññāvaddho zmarł w spokojny i pokojowy sposób, jak przystało na praktykującego mnicha. Jego stan psychiczny był doskonały i bez zarzutu. Naprawdę rozwinął silny duchowy fundament w swoim sercu. Nie mam co do tego wątpliwości. Kiedy odszedł, odszedł z cichą godnością. A ja sam wziąłem pełną odpowiedzialność za organizację jego pogrzebu.

Ajaan Paññā powiedział mi, że żałuje jednej rzeczy. Powiedział, że to wstyd, że ludzie Zachodu, którzy są tak mądrzy, jeśli chodzi o sprawy doczesne, są tak naprawdę głupi, jeśli chodzi o sprawy duchowe. Chociaż Nauki Buddy przewyższają wszystko, co świat ma do zaoferowania, bardzo niewielu ludzi Zachodu podejmuje wysiłek, by się o nich dowiedzieć. Uważał, że jest to ich własna kamma, ich własne nieszczęście. Kiedy ludzie używają swojej inteligencji wyłącznie do celów materialnych, pozostają ignorantami w sprawach o prawdziwej istocie – duchowo są bardzo słabi i głupi. Uważał, że to jest ich prawdziwe nieszczęście. I miał rację.

Niemożliwe jest zrównanie światowej inteligencji z mądrością Dhammy. Skazy są jedną rzeczą, a Dhamma jest czymś innym. Ajaan Paññā powiedział mi, że chciałby zobaczyć inteligentnych ludzi odwracających się od świata i zwracających uwagę na praktykę buddyzmu. Gdyby ci ludzie praktykowali buddyjską medytację, mogliby bardzo pomóc światu, w którym żyjemy. Jego głównym żalem było to, że tak niewielu wykazywało zainteresowanie. Postrzegał ich jako bardzo inteligentnych pod jednym względem i bardzo ignoranckich pod innym.

Ajaan Paññā posiadał bardzo subtelną i wyrafinowaną naturę. Był bez zarzutu. Przez cały czas, gdy go znałem, nigdy nie miałem powodu, by go zganić – nigdy. Zawsze był opanowany i ostrożny, a we wszystkim, co robił, wykazywał się mądrością. Jego śmierć jest stratą dla wiernych buddystów na całym świecie.

Ajaan Mahā Bua

HISTORIA AJAANA MAHĀ BUA JEGO WŁASNYMI SŁOWAMI:

Moja matka była cudownie cierpliwą i oddaną kobietą. Powiedziała mi, że ze wszystkich szesnaściorga dzieci, które urodziła, ja byłem zdecydowanie najbardziej kłopotliwy w łonie matki. Albo byłem tak nieruchomy w jej brzuchu, że myślała, że już umarłem, albo miotałem się tak gwałtownie, że myślała, że jestem na skraju śmierci. Im bliżej porodu, tym gorsze stawały się te skrajności.

Tuż przed moimi narodzinami moja matka i mój ojciec mieli pomyślny sen. Mojemu ojcu śniło się, że otrzymał bardzo ostry nóż, zaostrzony na czubku, z rękojeścią z kła słonia i zamknięty w srebrnej pochwie. Mój ojciec był bardzo zadowolony.

Z drugiej strony, mojej mamie śniło się, że otrzymała parę złotych kolczyków, które były tak piękne, że nie mogła oprzeć się pokusie założenia ich i podziwiania siebie w lustrze. Im bardziej się im przyglądała, tym większe robiły na niej wrażenie.

Mój dziadek zinterpretował te dwa sny w taki sposób, że moje życie potoczy się w jednym z dwóch skrajnych kierunków. Jeśli wybiorę drogę zła, będę najbardziej przerażającym przestępcą moich czasów. Moja postać byłaby tak przerażająca, że skończyłbym jako boss kryminalny o niespotykanej odwadze i zaciekłości, który nigdy nie pozwoliłby się schwytać żywcem i uwięzić, ale ukrywałby się w dżungli i walczył z władzami na śmierć i życie.

Z drugiej strony, gdybym wybrał drogę cnoty, moja dobroć byłaby niezrównana. Byłbym zobowiązany do wyświęcenia się na buddyjskiego mnicha i stałbym się polem zasługi dla świata.

Kiedy dorosłem, zauważyłem, że wszyscy starsi chłopcy się żenią, więc pomyślałem, że też tego chcę. Pewnego dnia stary wróżbita odwiedził dom mojego przyjaciela. W trakcie rozmowy mój przyjaciel wymamrotał, że chciałby zostać mnichem. Starzec wyglądał na nieco zirytowanego, a następnie poprosił o pokazanie ręki chłopca.

“Przyjrzyjmy się liniom na twojej dłoni, aby sprawdzić, czy naprawdę zostaniesz mnichem. Spójrz na to! Nie ma mowy, byś przyjął święcenia”.

“Ale ja naprawdę chcę wyświęcić!”

“Nie ma mowy! Najpierw wyjdziesz za mąż”.

Nagle zapragnąłem zapytać starca o moją fortunę, ponieważ miałem nadzieję, że w tym czasie się ożenię. Nie miałem zamiaru się wyświęcać. Kiedy wyciągnąłem rękę, starzec chwycił ją i wykrzyknął: “To jest facet, który będzie wyświęcał!”.

“Ale ja chcę wyjść za mąż”.

“Nie ma mowy! Twoja linia święceń jest pełna. Wkrótce zostaniesz mnichem”.

Moja twarz się zarumieniła, ponieważ wcale nie zamierzałem zostać mnichem. Chciałem mieć żonę.

To było naprawdę dziwne. Potem, ilekroć myślałem o poślubieniu dziewczyny, pojawiała się jakaś przeszkoda, by to uniemożliwić. Miałem nawet wąską ucieczkę po święceniach, kiedy dziewczyna, w której wcześniej się podkochiwałem, przyszła szukać mnie w klasztorze, ale okazało się, że właśnie przeniosłem się w inne miejsce. Gdyby złapała mnie na czas, kto wie…

Kiedy dorastałem, nie miałem szczególnego pragnienia, by zostać mnichem. Zajęło mi trochę czasu, by skupić na tym swoją uwagę. Kiedy miałem dwadzieścia lat, poważnie zachorowałem, tak bardzo, że moi rodzice nieustannie siedzieli przy moim łóżku. Moje objawy fizyczne były poważne. W tym samym czasie decyzja o przyjęciu święceń kapłańskich ciążyła mi na sercu. Czułem, że Pan Śmierci zbliża się do mnie. Całe moje życie wydawało się być pod znakiem zapytania.

Moi rodzice siedzieli niespokojnie obok mnie, nie mając odwagi się odezwać. Moja matka, która zwykle była bardzo rozmowna, po prostu siedziała i płakała. W końcu mój ojciec nie mógł powstrzymać łez. Oboje myśleli, że umrę tej nocy. Widząc moich rodziców płaczących z rozpaczy, złożyłem uroczystą przysięgę, że jeśli wyzdrowieję z tej choroby, to dla ich dobra wyświęcę się na buddyjskiego mnicha. Jakby w odpowiedzi na moje intensywne postanowienie, moje objawy zaczęły powoli zanikać; przed świtem zniknęły całkowicie. Zamiast umrzeć tej nocy, jak się spodziewałem, w pełni wyzdrowiałem.

Ale po powrocie do zdrowia intensywność mojej determinacji osłabła. Moja wewnętrzna cnota przypominała mi, że złożyłem uroczystą obietnicę wyświęcenia, więc dlaczego zwlekałem? Minęło kilka miesięcy niezdecydowania, mimo że wciąż przyznawałem, że nie udało mi się dotrzymać postanowienia. Dlaczego jeszcze nie przyjąłem święceń? Wiedziałem, że nie mam innego wyjścia, jak tylko przyjąć święcenia. Musiałem dotrzymać umowy, którą zawarłem z Panem Śmierci: moje życie w zamian za święcenia. Chętnie przyznałem, że święcenia były nieuniknione. Nie próbowałem tego uniknąć, ale potrzebowałem katalizatora. Ten katalizator pojawił się podczas szczerej rozmowy z moją matką. Zarówno ona, jak i mój ojciec błagali mnie o święcenia. W końcu ich łzy zmusiły mnie do podjęcia decyzji, która wyznaczyła moją życiową ścieżkę.

Mój ojciec tak bardzo chciał mnie wyświęcić, że zaczął płakać. Gdy tylko ojciec zaczął płakać, byłem zaskoczony. Łzy mojego ojca nie były błahostką. Zastanawiałem się nad łzami ojca przez trzy dni, zanim podjąłem ostateczną decyzję. Pod koniec trzeciego dnia podszedłem do mojej matki i ogłosiłem swój zamiar wyświęcenia, dodając zastrzeżenie, że będę miał swobodę porzucenia szat, kiedy tylko poczuję się na to gotowy. Wyjaśniłem, że nie wyświęcę się, jeśli zabroni mi się rozbierać. Ale moja matka była zbyt sprytna. Powiedziała, że gdybym chciał rozebrać się zaraz po ceremonii święceń, na oczach wszystkich zgromadzonych, nie miałaby nic przeciwko temu. Byłaby zadowolona, widząc mnie stojącego w żółtych szatach. To było wszystko, o co prosiła. Oczywiście, kto byłby na tyle głupi, by natychmiast rozebrać się na oczach preceptora i całej wioski? Moja matka z łatwością mnie przechytrzyła.

Wkrótce po wyświęceniu zacząłem czytać historię życia Buddy, która natychmiast obudziła w moim sercu silne poczucie wiary. Byłem tak poruszony walką Buddy o osiągnięcie Oświecenia, że podczas czytania łzy płynęły mi po policzkach. Kontemplacja zakresu jego osiągnięć zaszczepiła we mnie gorące pragnienie uwolnienia się od cierpienia. W tym celu postanowiłem formalnie przestudiować nauki Buddy, aby przygotować się do wprowadzenia ich w życie. Mając ten cel na uwadze, złożyłem uroczyste ślubowanie ukończenia trzeciego stopnia studiów Pāli. Gdy tylko zdałem egzaminy trzeciego stopnia Pāli, planowałem podążać drogą praktyki. Nie miałem zamiaru dalej studiować ani podchodzić do egzaminów na wyższe poziomy.

Kiedy pojechałem do Chiang Mai, aby zdać egzaminy, przez przypadek Czcigodny Ajaan Man przybył do Wat Chedi Luang w Chiang Mai w tym samym czasie, co ja. Gdy tylko dowiedziałem się, że tam przebywa, ogarnęła mnie radość. Kiedy następnego ranka wróciłem z jałmużny, dowiedziałem się od innego mnicha, że Ajaan Man wyszedł po jałmużnę pewną ścieżką i wrócił tą samą drogą. To sprawiło, że jeszcze bardziej chciałem go zobaczyć. Nawet jeśli nie mógłbym spotkać się z nim twarzą w twarz, byłbym usatysfakcjonowany, gdybym tylko mógł rzucić na niego okiem, zanim odejdzie.

Następnego ranka, zanim Ajaan Man wyruszył na swoją jałmużnę, pospieszyłem wcześnie po jałmużnę, a następnie wróciłem do swojej kwatery. Stamtąd obserwowałem ścieżkę, którą wracał i wkrótce go zobaczyłem. Z tęsknotą, która wynikała z tego, że chciałem go zobaczyć przez tak długi czas, wyjrzałem z mojej kryjówki, by go zobaczyć. W chwili, gdy go zobaczyłem, pojawiło się we mnie uczucie całkowitej wiary. Czułem, że ponieważ zobaczyłem Arahanta, nie zmarnowałem swoich narodzin jako istota ludzka. Chociaż nikt nie powiedział mi, że jest Arahantem, moje serce stało się o tym mocno przekonane w chwili, gdy go zobaczyłem. W tym samym czasie ogarnęło mnie trudne do opisania uczucie nagłego uniesienia, które sprawiło, że włosy stanęły mi dęba.

Kiedy zdałem egzaminy Pāli, wróciłem do Bangkoku z zamiarem udania się na wieś, aby praktykować medytację zgodnie z moim ślubowaniem. Ale kiedy dotarłem do Bangkoku, starszy mnich, który był moim nauczycielem, nalegał, abym został. Był żywo zainteresowany, abym kontynuował studia Pāli. Próbowałem znaleźć jakiś sposób, by się wymknąć, ponieważ czułem, że warunki mojego ślubowania zostały spełnione w momencie, gdy zdałem egzaminy Pāli. Pod żadnym pozorem nie studiowałbym ani nie podchodził do kolejnego poziomu egzaminów Pāli.

Mój temperament nakazuje mi cenić prawdomówność. Nie złamię raz złożonej przysięgi. Nawet życia nie cenię tak bardzo jak przysięgi. Musiałem więc znaleźć jakiś sposób, by zacząć praktykować. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności ten starszy mnich został nagle zaproszony na prowincję, co dało mi szansę opuszczenia Bangkoku podczas jego nieobecności. Gdyby tam był, trudno byłoby mi uciec, ponieważ byłem mu dłużny na wiele sposobów i prawdopodobnie czułbym wobec niego taki szacunek, że miałbym trudności z odejściem. Ale gdy tylko zobaczyłem swoją szansę, postanowiłem złożyć ślubowanie tej nocy, prosząc o omen z Dhammy, który wzmocniłby moją determinację do odejścia.

Po zakończeniu śpiewów złożyłem ślubowanie, którego sedno polegało na tym, że jeśli moje wyjście na medytację zgodnie z wcześniejszym ślubowaniem pójdzie gładko i spełni moje aspiracje, chciałem, aby ukazała mi się niezwykła wizja, albo podczas medytacji, albo we śnie. Ale jeśli odmówiono by mi szansy na praktykę lub po wyjściu spotkałoby mnie rozczarowanie, poprosiłem, aby wizja pokazała powód mojego rozczarowania. Z drugiej strony, jeśli mój wyjazd miał spełnić moje aspiracje, poprosiłem, aby wizja była niezwykle dziwna i niesamowita. Po tych słowach usiadłem do medytacji. Gdy podczas długiego okresu medytacji nie pojawiła się żadna wizja, przerwałem, by odpocząć.

Jednak gdy tylko zasnąłem, śniło mi się, że unoszę się bez wysiłku nad rozległą niebiańską metropolią. Pode mną, jak okiem sięgnąć, rozciągał się niezwykle imponujący widok. Wszystkie domy wyglądały jak królewskie pałace, lśniąc jasno w promieniach słońca, jakby były wykonane z litego złota. Opłynąłem metropolię trzy razy, po czym wróciłem na ziemię. Gdy tylko wróciłem na ziemię, obudziłem się. Była czwarta nad ranem. Szybko wstałem z uczuciem sytości i zadowolenia w sercu, ponieważ gdy unosiłem się wokół metropolii, moje oczy były oślepione wieloma dziwnymi i niesamowitymi widokami. Czułem się szczęśliwy i bardzo zadowolony z mojej wizji. Pomyślałem, że moje nadzieje na pewno się spełnią. Nigdy wcześniej nie widziałem tak niesamowitej wizji, która tak dobrze pokrywała się z moją przysięgą. Tej nocy naprawdę podziwiałem swoją wizję. Wczesnym rankiem następnego dnia poszedłem pożegnać się ze starszym mnichem odpowiedzialnym za klasztor, który chętnie udzielił mi pozwolenia na wyjazd.

Od samego początku mojej praktyki byłem bardzo szczery i zaangażowany – ponieważ taki właśnie jestem. Nie bawię się. Kiedy przyjmuję jakąś postawę, tak właśnie musi być. Kiedy zacząłem praktykować, miałem tylko jedną książkę – Pāṭimokkhę – w torbie na ramię. Teraz dążyłem do pełnej ścieżki i pełnych rezultatów. Planowałem dać z siebie wszystko – dać z siebie wszystko. Nie zamierzałem mieć nadziei na nic poza uwolnieniem się od cierpienia. Byłem pewien, że osiągnę to uwolnienie w tym życiu. Prosiłem tylko, by ktoś pokazał mi, że ścieżki, owoce i Nibbāna są wciąż osiągalne. Oddałbym swoje życie tej osobie i Dhammie, nie powstrzymując niczego. Jeśli oznaczałoby to śmierć, umarłbym praktykując medytację. Nie umarłbym w haniebnym odosobnieniu. Moje serce było jak kamienny słup.

Następne deszcze spędziłem w dystrykcie Cakkaraad w prowincji Nakhon Ratchasima, ponieważ nie byłem w stanie dogonić Ajaan Mana. Jak tylko tam dotarłem, zacząłem przyspieszać swoje wysiłki, praktykując zarówno w dzień, jak i w nocy; i nie minęło wiele czasu, zanim moje serce osiągnęło spokój samādhi. Nie chciałem wykonywać żadnej innej pracy poza medytacją siedzącą i chodzącą, więc naciskałem na siebie, aż moje samādhi było naprawdę solidne.

Pewnego dnia, gdy mój umysł stał się spokojny i skoncentrowany, w mojej medytacji pojawiła się wizja. Patrzyłem, jak ubrany na biało wyrzeczony podszedł i stanął około 6 stóp przede mną. Był to imponująco wyglądający mężczyzna około pięćdziesiątki, nienagannie ubrany i o niezwykle jasnej karnacji. Gdy mu się przyglądałem, spojrzał w dół na swoje dłonie i zaczął liczyć na palcach. Liczył po jednym palcu na raz, aż doszedł do dziewięciu, po czym spojrzał na mnie i powiedział: “Za dziewięć lat osiągniesz”.

Później kontemplowałem znaczenie tej wizji. Jedynym osiągnięciem, którego naprawdę pragnąłem, była wolność od cierpienia. W tym czasie byłem już wyświęcony od siedmiu lat i wydawało się mało prawdopodobne, że dwa kolejne lata dadzą mi wystarczająco dużo czasu na odniesienie sukcesu. Z pewnością nie mogło to być takie proste. Postanowiłem zacząć liczyć od roku, w którym wyruszyłem, by rozpocząć praktykę. Według tych obliczeń powinienem osiągnąć swój cel za dziewięć lat, podczas mojego szesnastego odosobnienia. Jeśli wizja była rzeczywiście prorocza, to takie ramy czasowe wydawały się całkiem rozsądne.

Kiedy w końcu dotarłem do Czcigodnego Ajaan Mana, nauczał mnie Dhammy tak, jakby pochodziła prosto z jego serca. Nigdy nie używał słów: “Może tak być” lub “Wydaje się, że tak jest”, ponieważ jego wiedza pochodziła bezpośrednio z osobistego doświadczenia. To było tak, jakby powtarzał: “Właśnie tutaj. Właśnie tutaj”. Gdzie były ścieżki, owoce i Nibbāna? “Właśnie tutaj. Właśnie tutaj.” Moje serce było przekonane, naprawdę przekonane. Złożyłem więc uroczyste ślubowanie: Tak długo jak będzie żył, nie opuszczę go jako mojego nauczyciela. Bez względu na to, gdzie się udam, będę musiał do niego wrócić. Z tą determinacją przyspieszyłem moje wysiłki w medytacji.

Kilka nocy później miałem kolejną niesamowitą wizję. Śniło mi się, że byłem w pełni ubrany, niosłem swoją miskę i parasol-namiot i podążałem zarośniętym szlakiem przez dżunglę. Po obu stronach szlaku znajdowała się masa cierni i jeżyn. Moją jedyną opcją było podążanie szlakiem, który był ledwie ścieżką, wystarczającą, by dać wskazówkę, dokąd iść.

Wkrótce dotarłem do miejsca, w którym gruba kępa bambusa spadła w poprzek szlaku. Nie widziałem, którędy iść dalej. Nie było możliwości ominięcia jej z żadnej strony. Jak miałem ją ominąć? Rozglądałem się tu i tam, aż w końcu zobaczyłem otwór, malutki otwór tuż przy ścieżce, wystarczający, bym przecisnął się przez niego razem z miską.

Ponieważ nie było innej opcji, zdjąłem wierzchnią szatę i starannie ją złożyłem. Zdjąłem pasek z miski z ramienia i przeczołgałem się przez otwór, ciągnąc miskę za pasek i ciągnąc za sobą parasol-namiot. Udało mi się przedrzeć, ciągnąc za sobą miskę, parasol i szatę, ale było to niezwykle trudne. Robiłem to przez długi czas, aż w końcu udało mi się uwolnić. Następnie ciągnąłem moją miskę, aż się uwolniłem. Pociągnąłem za parasol-namiot i szlafrok, aż się uwolniły. Gdy tylko wszystko bezpiecznie przeszło, ponownie założyłem szlafrok, przewiesiłem miskę przez ramię i powiedziałem sobie: “Teraz mogę kontynuować”.

Podążałem zarośniętym szlakiem przez kolejne 100 stóp. Potem, patrząc w górę, nagle zobaczyłem tylko otwartą przestrzeń. Przede mną pojawił się wielki ocean. Spoglądając w poprzek niego, nie widziałem dalszego brzegu. Wszystko, co mogłem zobaczyć, to brzeg, na którym stałem, i maleńka wyspa znajdująca się daleko w oddali, jak czarna plamka na skraju horyzontu. Byłem zdeterminowany, by udać się na tę wyspę. Gdy tylko zszedłem na brzeg wody, do brzegu podpłynęła łódź i wsiadłem do niej. Flisak w ogóle się do mnie nie odezwał. Gdy tylko włożyłem miskę i inne rzeczy do łodzi i usiadłem, łódź odpłynęła na wyspę, bez słowa z mojej strony. Nie wiem, jak to się stało. Po prostu popłynęła na wyspę. Nie było żadnych zakłóceń ani fal. Szybując bezszelestnie, dotarliśmy na miejsce w mgnieniu oka – bo przecież to był sen.

Gdy tylko dotarliśmy do wyspy, zabrałem swoje rzeczy z łodzi i wyszedłem na brzeg. Łódka natychmiast zniknęła, nie odzywając się nawet słowem do kapitana. Przerzuciłem miskę przez ramię i wspiąłem się na wyspę. Wspinałem się, aż zobaczyłem Ajaan Mana siedzącego na małej ławce, walącego orzechy betelu, gdy patrzył, jak wspinam się w jego stronę. “Mahā,” powiedział, “jak się tu dostałeś? Od kiedy ktoś tędy przechodzi? Jak udało ci się tu dotrzeć?”

“Przypłynąłem łodzią”.

“Oho. Ten szlak jest naprawdę trudny. Nikt nie odważy się ryzykować życia idąc tą drogą. W takim razie bardzo dobrze. Skoro już tu jesteś, ubij dla mnie mój betel”. Podał mi swój betel pounder, a ja waliłem dalej – chock, chock, chock. Po drugim lub trzecim uderzeniu obudziłem się. Czułem się nieco rozczarowany. Żałowałem, że nie mogłem kontynuować snu, aby przynajmniej zobaczyć, jak się skończył.

Następnego ranka poszedłem opowiedzieć moją wizję Ajaan Manowi. Zinterpretował ją bardzo dobrze. “Ten sen”, powiedział, “jest bardzo pomyślny. Pokazuje określony wzór dla twojej praktyki. Podążaj za praktyką w sposób, o którym śniłeś. Na początku będzie to niezwykle trudne. Musisz dać z siebie wszystko. Nie wycofuj się. Początkowa część, w której przedostałeś się przez kępę bambusa: to jest trudna część. Umysł będzie robił postępy tylko po to, by się cofać, raz za razem. Więc daj z siebie wszystko. Nigdy się nie wycofuj. Gdy już przez to przejdziesz, wszystko stanie otworem. Dostaniesz się na wyspę bezpieczeństwa bez żadnych problemów. To nie jest najtrudniejsze. Najtrudniejszy jest początek”.

Biorąc sobie jego słowa do serca, skupiłem się na medytacji z nową pilnością. W tym czasie moje samādhi było nieregularne od ponad roku, więc moja praktyka medytacyjna nieustannie wzrastała i spadała. Raz po raz osiągała ona pełną moc, by następnie ulec pogorszeniu. Dopiero w kwietniu znalazłem nowe podejście, skupiając się na temacie medytacji w nowy sposób, który sprawił, że moja koncentracja była naprawdę solidna. Od tego momentu byłem w stanie siedzieć w medytacji przez całą noc. Mój umysł był w stanie w pełni się uspokoić, co pozwoliło mi przyspieszyć moje wysiłki. Mówiąc o trudnościach na początkowych etapach praktyki, które przewidziała moja wizja: ta ciągła walka o kontrolowanie umysłu była dla mnie najtrudniejszą częścią.

Pewnego dnia – w czasie, gdy byłem bardzo nieufny wobec Ajaan Mana – położyłem się w środku dnia i zasnąłem. Gdy spałem, Ajaan Man pojawił się we śnie, by mnie zbesztać: “Dlaczego śpisz jak świnia? To nie jest farma świń! Nie będę tolerował mnichów przychodzących tu, by uczyć się sztuki bycia świnią. Zamienisz to miejsce w chlew!”. Jego głos był ostry i groźny, przestraszył mnie i sprawił, że się obudziłam. Oszołomiona i drżąca wystawiłam głowę za drzwi, spodziewając się go zobaczyć. Generalnie i tak bardzo się go bałam, ale mimo to zmusiłam się, by z nim zostać. Powód był prosty: tak należało postąpić. Poza tym miał skuteczne antidotum na takie świnie jak ja. W panice rozejrzałam się we wszystkich kierunkach, ale nigdzie go nie widziałam. Dopiero wtedy zacząłem oddychać nieco lżej.

Później, gdy miałem okazję, powiedziałem Ajaan Manowi, co się stało. Bardzo sprytnie wyjaśnił mój sen w sposób, który złagodził mój dyskomfort: “Niedawno zamieszkałeś z nauczycielem i jesteś naprawdę zdeterminowany, aby dobrze sobie radzić. Twój sen po prostu odzwierciedlał twój stan umysłu. To besztanie, które słyszałeś, ganiące cię za zachowywanie się jak świnia, było ostrzeżeniem Dhammy, byś nie wnosił świńskich tendencji do zakonu i religii”.

Następnie wykorzystywałem każdą okazję, by być bardziej pilnym. Od czasu mojego przybycia słyszałem, jak Ajaan Man dużo mówił o praktykach ascetycznych – takich jak przyjmowanie tylko jedzenia otrzymanego podczas jałmużny. On sam był bardzo surowy w przestrzeganiu tych praktyk. Ślubowałem więc podjąć specjalne praktyki ascetyczne podczas odosobnienia deszczu, które pilnie utrzymywałem. Ślubowałem jeść tylko jedzenie, które otrzymałem podczas jałmużny. Jeśli ktokolwiek próbowałby włożyć mi do miski jedzenie inne niż to, które otrzymałem podczas jałmużny, nie przyjąłbym go i nie byłbym nim zainteresowany. Nie chciałem iść na kompromis z moimi zasadami, dlatego nie pozwoliłbym nikomu zrujnować mojej ascetycznej praktyki, wkładając jedzenie do mojej miski – z wyjątkiem Ajaan Mana, którego szanowałem z całego serca. W jego przypadku poddawałam się i pozwalałam mu wkładać jedzenie do mojej miski, kiedy uznał to za stosowne.

Wracając z jałmużny, szybko porządkowałem swoją miskę, biorąc tylko niewielką ilość jedzenia, którą planowałem zjeść – ponieważ podczas deszczu nigdy nie jadłem do syta. Postanowiłem wziąć tylko około 60-70 procent tego, co sprawi, że będę najedzony. Ograniczyłem więc spożycie jedzenia o 30-40 procent. Całkowita rezygnacja z jedzenia nie była wygodna, ponieważ zawsze miałem obowiązki związane z grupą. Sam byłem jak jeden ze starszych mnichów w grupie, w pewnym sensie za kulisami, choć nigdy się z tym nie kryłem. Byłem zaangażowany w dbanie o pokój i porządek w społeczności klasztornej. Nie miałem dużego stażu – nieco ponad dziesięć deszczy – ale Ajaan Man był na tyle uprzejmy, że zaufał mi, pomagając mu opiekować się mnichami i nowicjuszami.

Kiedy już uporządkowałem swoją miskę, ustawiłem ją na uboczu za moim siedzeniem, tuż przy ścianie obok słupka. Założyłam pokrywkę i przykryłam ją szmatką, aby mieć pewność, że nikt nie wsypie do niej jedzenia. Ale kiedy Ajaan Man wkładał jedzenie do mojej miski, miał na to sprytny sposób. Po tym, jak dałem mu jedzenie, które dla niego przygotowałem i wróciłem na swoje miejsce; po tym, jak wyśpiewaliśmy nasze błogosławieństwo i podczas okresu ciszy, kiedy kontemplowaliśmy nasze jedzenie – właśnie wtedy to robił: właśnie wtedy, gdy mieliśmy jeść.

W tamtym czasie byłem absolutnie zdeterminowany, by nie dopuścić do niedociągnięć w przestrzeganiu tej zasady. Chciałam, aby moja praktyka była kompletna, zarówno pod względem litery ścisłego przestrzegania, jak i ducha determinacji, by się jej trzymać. Ale z powodu mojej miłości i szacunku dla Ajaan Mana, przyjąłem jego dary, mimo że nie czułem się z tym komfortowo. Ale prawdopodobnie widział, że w moim ślubowaniu przestrzegania tej praktyki czaiła się duma, więc pomógł mi ją nieco nagiąć, aby dać mi coś do kontemplacji, odwodząc mnie w ten sposób od zbyt sztywnych poglądów. Na tym polega różnica między zasadą w praktyce a zasadą w sercu. Miałem rację w mojej gorliwości, by podążać za ścisłą praktyką, ale jednocześnie myliłem się co do poziomów Dhammy, które są wyższe i bardziej subtelne.

Porównując siebie z Czcigodnym Ajaan Manem, widziałem, że bardzo się różnimy. Kiedy Ajaan Man patrzył na coś, rozumiał to dogłębnie i w sposób, który był właściwy pod każdym kątem w sercu. Nigdy nie skupiał się tylko na jednej stronie, ale zawsze używał mądrości, aby zobaczyć szerszy obraz. Tej lekcji nauczyłem się wiele razy, gdy z nim mieszkałem.

W ten sposób studiowanie z Ajaan Manem nie było po prostu kwestią studiowania nauk o Dhammie. Musiałem dostosować się do praktyk, które stosował, aż zostały one mocno zakorzenione w moich własnych myślach, słowach i czynach. Życie z nim przez długi czas pozwoliło mi stopniowo obserwować jego nawyki i praktyki oraz zrozumieć stojące za nimi rozumowanie, aż wiedza ta została mocno zakorzeniona w moim sercu. Mieszkając z nim czułem wielkie poczucie bezpieczeństwa, ponieważ on sam był całą Dhammą. Jednocześnie przebywanie w jego obecności zmuszało mnie do ciągłej czujności i powściągliwości.

Ajaan Man miał zwyczaj intonowania każdej nocy przez kilka godzin. Słysząc, jak pewnego wieczoru cicho śpiewa w swojej chacie, miałem złośliwą ochotę zakraść się i posłuchać. Chciałem dowiedzieć się, co tak długo intonował każdej nocy. Ale gdy tylko podkradłem się na tyle blisko, by słyszeć go wyraźnie, jego głos ucichł i pozostał cichy. Nie wyglądało to dobrze, więc szybko się odsunąłem i stałem nasłuchując z daleka. Gdy tylko się odsunąłem, ponownie usłyszałem niski rytm jego śpiewu, teraz zbyt cichy, by go wyraźnie usłyszeć. Podkradłem się więc ponownie – i znów zamilkł. Ostatecznie nigdy nie dowiedziałem się, co intonował. Obawiałem się, że gdybym uparcie nalegał na podsłuchiwanie, mógłby uderzyć piorun i zagrzmieć ostrą reprymendą.

Spotykając go następnego ranka, odwróciłam wzrok. Nie odważyłem się spojrzeć mu w twarz. Ale on spojrzał prosto na mnie ostrym, groźnym wzrokiem. Dostałem twardą nauczkę: nigdy więcej nie odważyłem się zakraść i spróbować podsłuchać jego śpiewów. Obawiałem się, że spotka mnie za to coś poważnego.

Słyszałem, że Ajaan Man potrafi czytać w myślach innych ludzi i to mnie zaintrygowało. Pewnego dnia postanowiłem sprawdzić, czy to prawda. Po południu pokłoniłem się trzy razy przed posągiem Buddy i postanowiłem w sercu: jeśli Ajaan Man wie, o czym myślę w tej chwili, to niech otrzymam jasny i wyraźny znak, który rozwieje wszystkie moje wątpliwości.

Późnym popołudniem udałem się do chaty Ajaan Mana, by złożyć mu wyrazy szacunku. Kiedy przybyłem, przyszywał łaty do swoich szat, więc zaoferowałem pomoc. Gdy tylko do niego podszedłem, jego wyraz twarzy zmienił się, a oczy nabrały wściekłości. Coś było nie tak. Nieśmiało wyciągnęłam rękę, by wziąć kawałek materiału, ale szybko wyrwał mi go z ręki z krótkim pomrukiem niezadowolenia. “Nie bądź uciążliwy!” Sytuacja nie wyglądała najlepiej, więc siedziałam cicho i czekałam. Po kilku minutach napiętej ciszy, Ajaan Man przemówił: “Normalnie praktykujący mnich musi zwracać uwagę na swój umysł i obserwować własne myśli. O ile nie jest szalony, nie oczekuje, że ktoś inny zajrzy do jego umysłu za niego”.

W długiej ciszy, która potem nastąpiła, poczułem się upokorzony, a mój umysł całkowicie mu się poddał. Złożyłem uroczystą przysięgę, że nigdy więcej nie rzucę wyzwania Ajaan Manowi. Następnie z szacunkiem poprosiłem o pozwolenie na pomoc w szyciu jego szaty, a on nie wyraził sprzeciwu.

Kiedy przebywałem z Ajaan Manem, czułem się tak, jakby ścieżki, owoce i Nibbāna były prawie w moim zasięgu. Wszystko co robiłem było solidne i przynosiło dobre rezultaty. Ale kiedy opuściłem go, by samotnie wędrować po lesie, wszystko się zmieniło. Ponieważ mojemu umysłowi wciąż brakowało solidnej podstawy, zaczęły pojawiać się wątpliwości. Kiedy pojawiały się wątpliwości, z którymi nie mogłem sobie poradzić, musiałem wracać do niego po radę. Gdy tylko zasugerował rozwiązanie, problem zwykle znikał w jednej chwili, jakby sam go za mnie rozwiązał. Czasami zostawiałem go tylko na pięć lub sześć dni, gdy jakiś problem zaczynał mnie dręczyć. Jeśli nie mogłem rozwiązać problemu w momencie jego pojawienia się, wracałem do niego następnego ranka, ponieważ niektóre z tych problemów były bardzo krytyczne. Gdy się pojawiały, potrzebowałem porady w pośpiechu.

Mówiąc o wysiłku w praktyce, moje dziesiąte deszcze – począwszy od kwietnia po dziewiątym deszczu – były momentem, w którym podjąłem najbardziej intensywny wysiłek. W całym moim życiu nigdy nie podjąłem bardziej energicznego wysiłku niż podczas dziesiątego deszczu. Umysł poszedł na całość, podobnie jak ciało. Od tego momentu robiłem dalsze postępy, aż umysł stał się twardy jak skała. Innymi słowy, byłem tak biegły w moim samādhi, że umysł był niewzruszony jak skała. Wkrótce uzależniłem się od całkowitego spokoju i wyciszenia tego stanu samādhi; tak bardzo, że moja praktyka medytacyjna utknęła na tym poziomie samādhi przez pięć pełnych lat.

Kiedy udało mi się przezwyciężyć uzależnienie od samādhi, dzięki mocno uderzającej Dhammie Ajaan Mana, zacząłem badać. Kiedy zacząłem badać z mądrością, postęp przyszedł szybko i łatwo, ponieważ moje samādhi było w pełni przygotowane. Ścieżka naprzód była szeroko otwarta i przestronna, tak jak przepowiedziała moja wizja.

Kiedy dotarłem do szesnastego odosobnienia deszczu, moja medytacja osiągnęła punkt, w którym uważność i mądrość krążyły wokół wszystkich zewnętrznych doznań i wszystkich wewnętrznych procesów myślowych, skrupulatnie badając wszystko, nie pozostawiając żadnego aspektu niezbadanego. Na tym poziomie praktyki uważność i mądrość działały zgodnie jak koło Dhammy, obracając się w ciągłym ruchu w umyśle. Zacząłem odczuwać, że osiągnięcie mojego celu jest na wyciągnięcie ręki. Przypomniałem sobie moją wcześniejszą wizję przewidującą osiągnięcie w tym roku i przyspieszyłem wysiłki.

Ale pod koniec odosobnienia nadal nie osiągnąłem celu. Wcześniej moje wizje zawsze przepowiadały dokładnie, ale zacząłem podejrzewać, że ta mnie okłamała. Będąc nieco sfrustrowanym, postanowiłem zapytać innego mnicha, któremu ufałem, co sądzi o tej rozbieżności. Natychmiast odpowiedział, że muszę obliczyć pełny rok: od początku szesnastego odosobnienia deszczowego do początku siedemnastego. Dało mi to dziewięć dodatkowych miesięcy szesnastego roku. Byłem podekscytowany jego wyjaśnieniem i wróciłem do pracy.

Będąc ciężko chorym przez wiele miesięcy, Ajaan Man odszedł wkrótce po moim szesnastym odosobnieniu deszczu. Ajaan Man był zawsze pod ręką, gotowy pomóc mi rozwiać moje wątpliwości i dostarczyć mi inspiracji. Kiedy zwracałem się do niego z problemami medytacyjnymi, których nie byłem w stanie rozwiązać samodzielnie, problemy te niezmiennie znikały w chwili, gdy oferował rozwiązanie. Utrata Ajaan Mana jako przewodnika i mentora głęboko wpłynęła na moje nadzieje na osiągnięcie. Zniknęły łatwe rozwiązania, które znalazłem mieszkając z nim. Nie przychodziła mi do głowy żadna inna osoba, która mogłaby pomóc mi rozwiązać moje problemy w medytacji. Byłem teraz całkowicie zdany na siebie.

Na szczęście prąd Dhammy, który płynął przez moją medytację, osiągnął nieodwracalny etap. W maju następnego roku moja medytacja osiągnęła fazę krytyczną. Kiedy nadszedł decydujący moment, sprawy czasu i miejsca przestały mieć znaczenie. Wszystko, co pojawiło się w umyśle, było wspaniałym, naturalnym blaskiem. Osiągnąłem punkt, w którym nie pozostało mi nic innego do zbadania. Porzuciłem już wszystko – pozostał tylko ten blask. Z wyjątkiem centralnego punktu blasku umysłu, cały wszechświat został ostatecznie porzucony.

W tym czasie badałem centralny punkt skupienia umysłu. Wszystkie inne sprawy zostały zbadane i odrzucone; pozostał tylko ten jeden punkt “wiedzy”. Stało się oczywiste, że zarówno satysfakcja, jak i niezadowolenie pochodzą z tego źródła. Jasność i otępienie – te różnice powstały z tego samego źródła.

Wtedy, w jednej spontanicznej chwili, Dhamma odpowiedziała na to pytanie. Dhamma pojawiła się nagle i niespodziewanie, jakby była głosem w sercu: “Niezależnie od tego, czy jest to otępienie czy jasność, zadowolenie czy niezadowolenie, wszystkie takie dwoistości nie są sobą”. Znaczenie było jasne: Porzuć wszystko. Wszystkie one nie są sobą.

Nagle umysł stał się absolutnie nieruchomy. Doszedłszy do jednoznacznego wniosku, że wszystko bez wyjątku nie jest sobą, nie miał już pola manewru. Umysł spoczął – beznamiętny i nieruchomy. Nie interesowało go “ja” czy “nie-ja”, nie interesowało go zadowolenie czy niezadowolenie, jasność czy matowość. Umysł przebywał w centrum, neutralny i spokojny. Wydawał się nieuważny, ale tak naprawdę był w pełni świadomy. Umysł był po prostu zawieszony w nieruchomym, spokojnym stanie.

Następnie, z tego neutralnego, beznamiętnego stanu umysłu, jądro istnienia – rdzeń poznającego – nagle oddzieliło się i odpadło. Po ostatecznym pozbawieniu się wszelkiej tożsamości, jasność, nuda i wszystko inne zostało nagle rozdarte i zniszczone raz na zawsze.

W chwili, gdy fundamentalne złudzenie umysłu odwróciło się i odpadło, niebo zdawało się walić w dół, a cały wszechświat drżał i trząsł się. Kiedy całe złudzenie oddzieliło się i zniknęło z umysłu, wydawało się, że cały świat upadł i zniknął wraz z nim. Ziemia, niebo – wszystko runęło w jednej chwili.

15 maja tego roku 9-letnia przepowiednia z mojej wcześniejszej wizji została w pełni zrealizowana. W końcu dotarłem do bezpiecznej wyspy pośrodku wielkiego oceanu.

Kilka lat później, podczas pobytu w Baan Huay Sai, doświadczyłem kolejnej niesamowitej wizji. Unosząc się wysoko na niebie, zobaczyłem wszystkich Buddów z przeszłości rozciągniętych przede mną. Gdy pokłoniłem się przed nimi, wszyscy Buddowie przekształcili się w naturalnej wielkości posągi z litego złota. Wylewając pachnącą wodę, wykonałem rytualną kąpiel wszystkich złotych Buddów.

Unosząc się z powrotem na ziemię, zobaczyłem ogromny tłum ludzi rozciągający się po horyzont we wszystkich kierunkach. W tym momencie cenna woda święcona zaczęła wypływać z koniuszków moich palców i dłoni, rozpylając się we wszystkich kierunkach, aż oblała całe zgromadzenie.

Gdy unosiłem się nad ziemią, spojrzałem w dół i zobaczyłem moją matkę siedzącą w tłumie. Patrząc w górę, błagała mnie: “Synu, zamierzasz odejść? Odchodzisz?” Odpowiedziałem: “Kiedy skończę, odejdę, ale ty zaczekaj tutaj”.

Kiedy skończyłem rozpylać wodę święconą we wszystkich kierunkach, spłynąłem na ziemię. Moja matka rozłożyła matę na ziemi przed swoim domem, więc usiadłem i nauczałem ją Dhammy.

Zastanawiając się później nad tą wizją, zdałem sobie sprawę, że będę musiał wyświęcić moją sześćdziesięcioletnią matkę na zakonnicę w białym habicie. Chciałem dać jej najlepszą możliwą okazję do duchowego rozwoju podczas jej pozostałych lat. Dlatego szybko wysłałem jej list, w którym radziłem, by zaczęła przygotowywać się do święceń zakonnych.

Moje miejsce urodzenia znajdowało się w prowincji Udon Thani, kilkaset kilometrów od Baan Huay Sai. Po przybyciu do wioski Baan Taad zastałem moją matkę z niecierpliwością oczekującą nowego życia. Od razu zaczęliśmy przygotowywać się do jej święceń. Uznając, że moja matka jest zbyt stara, by wędrować ze mną przez lasy, szukałem odpowiedniego miejsca w pobliżu wioski Baan Taad, by założyć leśny klasztor. Kiedy wujek ze strony matki i jego przyjaciele zaoferowali 70-hektarowy kawałek zalesionej ziemi około jednej mili na południe od wioski, z wdzięcznością się zgodziłem. Postanowiłem osiedlić się tam i zbudować klasztor, w którym zarówno mnisi, jak i mniszki mogliby żyć w spokojnym odosobnieniu. Poinstruowałem moich zwolenników, by zbudowali prostą bambusową salę spotkań z trawiastym dachem i małe bambusowe chatki dla mnichów i mniszek.

Wizja, w której nauczałem moją matkę, była zapowiedzią założenia Klasztor Leśny Baan Taad, który całkowicie zmienił moje życie na zawsze. Wcześniej wędrowałem, jak mi się podobało. Pod koniec każdego odosobnienia deszczowego po prostu znikałam w lesie, zadowolona jak ptak, który ma tylko skrzydła i ogon do opieki. Potem mieszkałam w klasztorze i opiekowałam się matką aż do dnia jej śmierci.

W końcu mnisi zaczęli gromadzić się wokół mnie w coraz większej liczbie, a ja uczyłem ich stanowczości w praktyce i utrzymywania linii Ajaan Mana wyrzeczenia, ścisłej dyscypliny i intensywnej medytacji. Chociaż mam reputację osoby zawziętej i bezkompromisowej, z biegiem lat do Klasztor Leśny Baan Taad przybywało coraz więcej praktykujących mnichów, przekształcając go w kwitnące centrum praktyki buddyjskiej.

Ogromny tłum ludzi w mojej wizji zaczął stawać się rzeczywistością. Stopniowo, krok po kroku, moje nauczanie zaczęło się rozprzestrzeniać, aż dotarło daleko i szeroko. Teraz ludzie z całej Tajlandii i z całego świata przyjeżdżają słuchać Luangta Mahā Bua objaśniającego Dhammę. Niektórzy podróżują tutaj, aby usłyszeć mnie osobiście; inni słuchają nagrań moich wykładów, które są transmitowane w całej Tajlandii przez radio i Internet.

Z wiekiem moje zaangażowanie w tajskie życie publiczne rosło z każdym rokiem. Kiedy w 1997 roku nastąpił kryzys gospodarczy, wkroczyłem do akcji, aby pomóc narodowi podnieść się z ciemności: to znaczy z chciwości na jednym poziomie społeczeństwa i z ubóstwa na drugim. Chciałem, by Tajowie skoncentrowali się na przyczynach kryzysu, by znając je, mogli zmienić swoje zachowanie i zapobiec powtórzeniu się takiej sytuacji. Wykorzystałem więc kampanię Help the Nation nie tylko do zebrania złota do skarbca narodowego, ale co ważniejsze, jako środek do rozpowszechniania nauk Buddy wśród szerszej części tajskiego społeczeństwa w czasach, gdy wielu Tajów traci kontakt z buddyjskimi zasadami.

Starałem się z całych sił pomóc społeczeństwu. W moim sercu nie mam poczucia odwagi ani strachu; nie ma takich rzeczy jak zysk czy strata, zwycięstwo czy porażka. Moje próby pomagania ludziom wynikają całkowicie z miłującego współczucia. Poświęciłem wszystko, aby osiągnąć Najwyższą Dhammę, której teraz nauczam. Prawie straciłem życie w poszukiwaniu Dhammy, przekraczając próg śmierci, zanim mogłem ogłosić światu Dhammę, którą urzeczywistniłem. Czasami mówię odważnie, jakbym był zwycięskim bohaterem. Ale Najwyższa Dhamma w moim sercu nie jest ani śmiała, ani bojaźliwa. Nie ma w niej ani zysku, ani straty, ani zwycięstwa, ani porażki. W konsekwencji moje nauczanie emanuje z najczystszej formy współczucia.

Mogę cię zapewnić, że Dhamma, której nauczam, nie odbiega od zasad prawdy, które sam urzeczywistniłem. Pan Budda nauczał tego samego przesłania, które ja wam przekazuję. Chociaż nie jestem w żaden sposób porównywalny do Buddy, potwierdzenie tego urzeczywistnienia jest tutaj, w moim sercu. Wszystko, co w pełni urzeczywistniłem w sobie, zgadza się ze wszystkim, czego nauczał Pan Budda. Nic, co urzeczywistniłem, w żaden sposób nie zaprzecza Panu Buddzie. Nauczanie, które prezentuję, opiera się na zasadach prawdy, które już dawno z całego serca zaakceptowałem. Właśnie dlatego nauczam ludzi z takim zapałem, szerząc moje przesłanie na całym świecie.

Tajska Tradycja Leśna

OD CZASÓW BUDDY mnisi wycofywali się w głąb lasów i gór, szukając fizycznej izolacji, która pomogłaby im w rozwoju medytacji i urzeczywistnieniu prawdy nauk Buddy. Mnisi ci wiedli życie pełne prostoty, surowości i sumiennego wysiłku.

Sam Budda urodził się w lesie i w lesie doznał oświecenia; w lesie nauczał i w lesie odszedł. Budda często przebywał w lasach, zarówno podczas swoich duchowych poszukiwań, jak i po oświeceniu. W dyskursach Pāli Budda często instruował swoich uczniów, aby szukali odosobnienia w leśnych domach jako miejsc najbardziej sprzyjających oczyszczeniu umysłu z wszelkich splamień. Wielu z jego największych uczniów, takich jak Czcigodny Aññā-Kondañña i Czcigodny Mahā Kassapa, było surowymi mieszkańcami lasów, którzy utrzymywali surowy, wyrzeczony styl życia. Praktyki tych wczesnych “leśnych mnichów” uosabiały nauki Buddy i stanowiły przykład jego ścieżki do wyzwolenia.

Odrodzenie tradycji leśnej było próbą sięgnięcia do minionych wieków przed erą nowoczesności i ożywienia starożytnych standardów praktyki buddyjskiej, których brakowało we współczesnym życiu klasztornym. Powstał ruch, w którym mnisi powrócili do podstaw życia w lesie, dyscypliny moralnej i medytacji w poszukiwaniu ścieżki Buddy do oświecenia. Determinacja tych leśnych mnichów doprowadziła do powstania dzisiejszej tradycji leśnej w północno-wschodniej Tajlandii.

Pojawienie się tajskiej tradycji leśnej jest w dużej mierze związane z Ajaan Man Bhūridatto i jego nauczycielem, Ajaan Sao Kantasīlo. Obaj byli synami chłopów z północno-wschodniego regionu Tajlandii. Ajaan Man urodził się w latach siedemdziesiątych XIX wieku w prowincji Ubon Ratchathani w pobliżu granicy z Laosem i Kambodżą. Szkolił się u słynnego leśnego mnicha Ajaan Sao, energicznie praktykując medytację, a następnie zwrócił się ku ascetycznej wędrówce i praktyce medytacyjnej na rozległym pustkowiu, które w tamtym czasie pokrywało północno-wschodni region. Ajaan Man stał się wielkim nauczycielem i wzorem wysokich standardów postępowania. Prawie wszyscy wybitni i szanowani mistrzowie medytacji XX-wiecznej Tajlandii byli jego bezpośrednimi uczniami.

Życie Ajaan Mana uosabiało buddyjski ideał wędrownego mnicha, który pragnie wyrzeczenia i samotności, przemierzając samotnie lasy i góry w poszukiwaniu odosobnionych miejsc, które oferują ciału i umysłowi spokojne, ciche środowisko, w którym można praktykować medytację w celu przekroczenia wszelkiego cierpienia. Jego życie toczyło się całkowicie poza domem, na łasce żywiołów i kaprysów pogody. W takim środowisku leśny mnich rozwinął głębokie uznanie dla natury. Jego codzienne życie było pełne lasów i gór, rzek i strumieni, jaskiń, zwisających klifów oraz dzikich stworzeń dużych i małych. Przemieszczał się z miejsca na miejsce, wędrując samotnymi szlakami dzikiej przyrody w odległych regionach przygranicznych, gdzie populacja była niewielka, a społeczności wiejskie daleko od siebie. Ponieważ jego utrzymanie zależało od jałmużny, którą zbierał od tych małych osad, leśny mnich nigdy nie wiedział, skąd nadejdzie jego następny posiłek, ani czy w ogóle dostanie jedzenie.

Styl życia buddyjskiego mnicha opiera się na ideale życia bezdomnego wędrowca, który wyrzeka się świata i wychodzi z domu, ubiera się w szaty wykonane z wyrzuconego materiału, utrzymuje się z jałmużny i obiera las jako swoje miejsce zamieszkania. Ten ideał wędrującego leśnego mnicha, którego intencją jest tradycyjne duchowe poszukiwanie Buddy, uosabia tajska leśna tradycja życia.

Do lat 50. XX wieku ten styl życia był stale zagrożony, ponieważ świat poza lasem zaczął wywierać znaczący wpływ na tradycję wędrówek tajskich mnichów leśnych. Gwałtowne wylesianie w tym okresie spowodowało, że mnisi leśni zmodyfikowali i ostatecznie ograniczyli swój wędrowny styl życia. Wraz ze zmianą środowiska geograficznego, uznani nauczyciele, tacy jak Ajaan Mahā Bua, zaczęli zakładać stałe wspólnoty klasztorne, w których leśni mnisi mogli wygodnie kontynuować linię Ajaan Mana, starając się zachować cnoty wyrzeczenia, ścisłej dyscypliny i intensywnej medytacji. Praktykujący mnisi licznie przybywali do tych leśnych klasztorów i przekształcali je w wielkie centra praktyki buddyjskiej. W Klasztor Leśny Baan Taad, społeczności klasztornej Ajaan Mahā Bua w Udon Thani, centrum religijne powstało spontanicznie, stworzone przez samych uczniów, którzy przybyli z czysto duchowych pobudek w nadziei na otrzymanie instrukcji od prawdziwego mistrza. W następnych latach wielu zachodnich mnichów, którzy przybyli do Ajaan Mahā Bua, mogło z całego serca uczestniczyć w tym wyjątkowym doświadczeniu religijnym.

Tajska tradycja leśna jest tą gałęzią buddyzmu Theravāda w Tajlandii, która najwierniej trzyma się oryginalnego kodeksu klasztornego ustanowionego przez Buddę. Theravāda oznacza Doktrynę Starszych, co oznacza ścisłe przestrzeganie oryginalnych nauk Buddy i jego zasad dyscypliny klasztornej. Tradycja leśna kładzie również nacisk na praktykę medytacyjną i dążenie do urzeczywistnienia oświecenia jako centrum życia klasztornego. Klasztory leśne są przede wszystkim zorientowane na praktykowanie ścieżki kontemplacyjnego wglądu Buddy, w tym życie w wyrzeczeniu, ścisłej dyscyplinie i medytacji, aby w pełni osiągnąć wewnętrzną prawdę i spokój nauczany przez Buddę.

Życie w surowości pozwala leśnym mnichom uprościć i udoskonalić ich umysły. To udoskonalenie pozwala im jasno i bezpośrednio badać podstawowe przyczyny cierpienia w ich sercach i wewnętrznie kultywować ścieżkę prowadzącą do wolności od cierpienia, a tym samym osiągnąć najwyższą szczęśliwość. Oszczędne życie z niewielką ilością dóbr rozwija w leśnych mnichach radość nieobciążonego serca i pomaga im poskromić, a ostatecznie wyeliminować z serca chciwość, gniew i ułudę.

Klasztor Leśny Baan Taad

Prawie 2600 LAT TEMU W PÓŁNOCNYCH INDIACH młody książę porzucił luksusy pałacu i podjął życie bezdomnego wędrowca w lesie, aby znaleźć wolność od cierpień cyklu narodzin, starzenia się, chorób i śmierci. Po sześciu latach poszukiwań przebudził się, siedząc pod drzewem Bodhi. Przez resztę swojego życia nauczał drogi do Oświecenia wszystkich zainteresowanych. Do czasu swojej śmierci – ponownie w lesie – stworzył obszerny zbiór nauk, a także zorganizowaną społeczność uczniów poświęconych podążaniu ścieżką do wyzwolenia, a następnie nauczaniu jej innych.

Historia zapisuje jego imię jako Budda, a jego nauki jako buddyzm. Jednak on sam nazywał swoje nauki “Dhammą i Vinayą”. Dhamma jest kwintesencją doskonałej harmonii istniejącej samej w sobie, niezależnej od wszystkich zjawisk, ale przenikającej każdy aspekt czującego istnienia. Dhamma jest zatem właściwym naturalnym porządkiem rzeczy, który stanowi podstawę wszelkiego istnienia. Dhamma obejmuje również podstawowe zasady, które są esencją nauk Buddy, w tym wzorce zachowań, które należy praktykować, aby zharmonizować się z właściwym naturalnym porządkiem rzeczy. Vinaya oznacza dyscyplinę, zasady właściwego życia, które promują harmonię i dobrobyt społeczności osób oddanych ścieżce Dhammy.

Przez lata niezliczone grupy i jednostki podjęły wysiłek życia w zgodzie z Dhammą i Vinayą, aby uwolnić się od cierpień tego świata. Wielu z nich porzuciło życie w zwykłym społeczeństwie i udało się do lasu, aby być bliżej naturalnego środowiska, które stanowiło scenerię dla poszukiwań Buddy i dostarczyło inspiracji dla jego Oświecenia.

Klasztor Leśny Baan Taad w północno-wschodniej Tajlandii to wspólnota klasztorna założona przez Czcigodnego Ajaana Mahā Bua Ñānasampanno właśnie w tym celu. Buddyjscy mnisi układają tam swoje życie zgodnie z Naukami i Dyscypliną – stylem życia praktykowanym w środowisku sprzyjającym poszukiwaniu uwolnienia od cierpienia.

W 1955 roku, po latach wędrownego stylu życia, Ajaan Mahā Bua powrócił do swojej rodzinnej wioski Baan Taad, aby zadbać o duchowe potrzeby swojej starzejącej się matki. Wraz z kilkoma uczniami osiedlił się w pobliskim zalesionym obszarze, który stał się centralnym punktem nowej społeczności klasztornej. Został on nazwany Wat Pa Baan Taad (Klasztor Leśny Baan Taad) od wioski Baan Taad, która go wspierała. Lokalizacja klasztoru umożliwiła jego matce zamieszkanie w nim jako mniszka. Wigor i bezkompromisowa determinacja jego praktyki Dhammy przyciągnęły innych mnichów oddanych medytacji. Trening w Klasztorze Leśny Baan Taad w tamtych czasach był dość surowy i zakazany. Ajaan Mahā Bua często popychał swoich mnichów do granic możliwości, testując ich wytrzymałość, aby rozwinęli cierpliwość i determinację. Szczególny nacisk kładł na ścisłe przestrzeganie zasad Vinayi. Jak powiedział:

“Ten klasztor zawsze był miejscem medytacji. Od samego początku było to miejsce poświęcone wyłącznie rozwijaniu umysłu. Nie pozwalam, by jakakolwiek inna praca zakłócała panujący tu spokój. Jeśli inne prace muszą być wykonywane, wprowadziłem zasadę, że nie zajmują one więcej czasu niż jest to absolutnie konieczne. Klasztor Leśny Baan Taad jest społecznością medytacyjną. Jesteśmy mnichami medytacyjnymi. Podstawowa praca mnicha medytacyjnego została mu dana w dniu jego święceń – w całości. To jest prawdziwa praca mnicha. Jest ono nauczane w formie odpowiedniej dla niewielkiej ilości czasu dostępnego podczas ceremonii święceń; jest to pięć obiektów medytacyjnych, które należy zapamiętać w kolejności do przodu i do tyłu. Następnie do każdego należy kontemplowanie ich i rozwijanie w swojej medytacji najlepiej jak potrafi. Na początku praca mnicha jest podana po prostu jako: kesā – włosy na głowie, lomā – włosy na ciele, nakhā – paznokcie, dantā – zęby i taco – skóra, która otacza ciało. To jest prawdziwa praca dla tych mnichów, którzy praktykują zgodnie z zasadami Dhammy, których nauczał Pan Buddha.”

Te pięć części ciała nauczanych podczas ceremonii święceń staje się przedmiotem medytacji. Nowo wyświęcony mnich jest zachęcany do kontemplowania ich w celu uświadomienia sobie prawdziwej natury ciała – jako czegoś, co nie jest z natury piękne lub pożądane; ale zamiast tego coś, co jest nietrwałe, podlega zmianom i rozpadowi i nie jest w żadnym sensie sobą. Te pięć części tworzy zewnętrzną powierzchnię ciała. Zwykle mogą one wzbudzać w umyśle pożądanie i przywiązanie. Ale kiedy ciało jest analizowane i właściwie kontemplowane, umysł stopniowo rozwija silne poczucie dystansu wobec ludzkiej formy, a związane z nią pragnienia zaczynają słabnąć i zanikać. Umysł może wtedy poświęcić się subtelniejszym aspektom medytacji w poszukiwaniu trwalszych i bardziej wartościowych form szczęścia. Ajaan Mahā Bua zbudował swój klasztor właśnie w tym celu.

Wzdłuż autostrady Khon Kaen-Udon Thani, na kilometrze 555, siedem kilometrów od miasta Udon Thani, znajduje się skrzyżowanie przed wioską Baan Kham Gling. Znak ze strzałką wskazuje utwardzoną drogę prowadzącą do wioski Baan Taad. Osiem kilometrów dalej, po drugiej stronie wioski Baan Taad, znajduje się kawałek ziemi, który jest chłodny, zacieniony i cichy. Jest on pokryty gęstym, zadbanym lasem i chroniony przed niechcianymi ingerencjami przez betonowy mur, który otacza cały klasztor. Od czasu założenia klasztoru w 1955 roku, nieskazitelny stan lasu pozostał taki sam – bujny w wiele odmian roślinności i dom dla wielu rodzajów zwierząt leśnych. Ogólny widok to leśne wzgórze otoczone polami ryżowymi. Jest to jeden z niewielu dziewiczych obszarów leśnych w dystrykcie Meung w prowincji Udon Thani.

“Kiedy klasztor został założony po raz pierwszy, były tam trzy tygrysy i trzy lamparty, które regularnie przychodziły i odchodziły. Lamparty przechadzały się wokół domów mnichów, ale nie interesowały się ludźmi, a jedynie psami. Były przyzwyczajone do jedzenia udomowionych zwierząt, takich jak psy, więc gdy tylko słyszały ludzki głos, zakradały się i rozglądały tu i tam. Jeśli nie znajdowały psów, nie zostawały tam długo – szybko się wymykały. Ale gdy znalazły psa, goniły go tak długo, aż go złapały. Krążyli wokół i po cichu czekali. Gdy tylko pies stracił czujność, natychmiast rzucały się na niego. To typowe zachowanie lampartów. Dlatego też często widywano je grasujące w pobliżu pomieszczeń mieszkalnych klasztoru. Skąd o tym wiedzieliśmy? Cóż, czy obszary wokół każdego mieszkania nie są codziennie zamiatane? Nawet jeśli przebiegnie tam mysz, wiemy o tym. A to były wielkie koty, więc jak mogliśmy nie zauważyć ich śladów?”.

Dzika przyroda otaczająca klasztor zniknęła wraz ze stopniowym oczyszczaniem terenu pod uprawy. Las, który pozostał wewnątrz kompleksu klasztornego, jest jedynie pozostałością tego, czym las był kiedyś. Klasztor Leśny Baan Taad starał się zachować ten pozostały las w jego pierwotnym, naturalnym stanie, aby mnisi, nowicjusze i ludzie świeccy mogli wykorzystać jego spokój do praktyki Dhammy nauczanej przez Pana Buddę. Jak wielokrotnie nauczał Ajaan Mahā Bua:

“Rukkha-mūla-senāsanam – mieszkanie u stóp drzewa: Tak właśnie Pan Buddha poinstruował mnichów. Rukkha-mūla-senāsanam nissāya pabbajjā… W tłumaczeniu ten cytat z Buddy brzmi jak niewiele więcej niż formalność. “Wszyscy, którzy wyświęciliśmy się na mnichów, powinniśmy polegać na podnóżu drzewa, skraju lasu, zboczu góry, jaskini lub zwisającym klifie jako miejscu naszego zamieszkania. Powinniśmy starać się utrzymać tę praktykę przez resztę naszego życia…”.

Ale z biegiem lat styl życia poświęcony poważnej praktyce medytacyjnej rozwinął się wokół szczerego wysiłku, aby uczynić tę naukę rzeczywistością – a nie tylko formalnością. W konsekwencji, życie toczy się tutaj z najwyższą prostotą – radząc sobie z tym, co się ma – i z wielkim zadowoleniem.

Na początku granica klasztoru nie była ogrodzona. Jednak w celu ochrony wielu leśnych stworzeń, które szukały schronienia w cieniu i spokoju kompleksu, a także w celu uniemożliwienia osobom postronnym wejścia na teren i zakłócania odosobnienia mieszkających tam mnichów, zbudowano betonowy mur otaczający posiadłość. Mur ten chroni naturalne sanktuarium, które zapewnia ciszę i ochronę leśnym stworzeniom, a także niezbędny spokój potrzebny mnichom, nowicjuszom i świeckim medytującym, którzy starają się uwolnić od splamień umysłu i osiągnąć pełne uwolnienie Nibbāny.

Przechodząc przez bramę na teren klasztoru, po obu stronach podjazdu znajdujemy gęste lasy liściaste porośnięte roślinnością. Atmosfera klasztoru jest przyjemnie zacieniona, spokojna, czysta i uporządkowana – odzwierciedlając spokojne i celowe umysły jego mieszkańców. Nie ma tu uciążliwych hałasów, które zakłócałyby medytacyjne otoczenie. Jedynymi słyszalnymi dźwiękami są sporadyczne nawoływania leśnych stworzeń i inne odgłosy natury.

Po wejściu do klasztoru pierwszą rzeczą, którą zauważamy, jest duża sāla, czyli sala spotkań, w której mnisi zbierają się każdego ranka na posiłek. Zbudowana z twardego drewna, ma kształt prostokąta – jej wymiary to około 70 stóp na 50 stóp. Jest podniesiona z ziemi na drewnianych słupach do wysokości mniej więcej oczu. Podłoga – również z twardego drewna i mocno wypolerowana – składa się z trzech poziomów. Z tyłu sāla znajduje się szeroka, podniesiona platforma, na której umieszczony jest wizerunek Buddy, a w jednym z rogów znajduje się pomieszczenie do przechowywania.

Do sāli prowadzą trzy stopnie, z których największy znajduje się z przodu, a dwa mniejsze z tyłu, po lewej i prawej stronie. Wzdłuż obu stron sāli stoją duże betonowe zbiorniki używane do przechowywania wody deszczowej. Po każdej stronie znajdują się trzy zbiorniki.

Obszar bezpośrednio otaczający sāla jest oczyszczony z roślinności i utwardzony sprasowanym żwirem, aby zapewnić miejsce do chodzenia i parkowania samochodów. Gęsty las otacza zewnętrzny obwód całego obszaru sāla. Widok obszaru sāla z lotu ptaka pokazuje trójkątną polanę otoczoną ze wszystkich stron lasem.

Pierwotnie dość mała, pierwsza sāla została zbudowana w 1955 roku. Zbudowano ją z bambusa i pokryto strzechą. Cztery lata później została powiększona i przebudowana z bardziej wytrzymałego drewna liściastego. W 1961 r. po obu stronach sāli dodano skrzydła, zapewniając dodatkową przestrzeń, aby pomieścić rosnącą liczbę świeckich zwolenników. Wraz z tym dodatkiem sāla przybrała swoją obecną formę. Później, z powodu szkód wyrządzonych przez termity oryginalnym drewnianym słupom, słupy fundamentowe zostały zmienione z drewnianych na betonowe. Zmiana ta zapobiegła pogorszeniu się stanu w przyszłości. Pod sāla znajduje się przestronny, otwarty obszar używany do ogólnego przechowywania.

Budynek sāla jest bardzo prostą strukturą. W jego projekcie nie ma nic przesadnego ani ekstrawaganckiego – każda część ma potrzebę i cel. Jest używany do różnych funkcji klasztornych: każdego ranka mnisi zbierają się tam, aby zjeść swój codzienny posiłek; mnisi gromadzą się tam, aby słuchać instrukcji nauczyciela; mnisi i świeccy wielbiciele używają go do specjalnych ceremonii religijnych. Sāla jest używana jako sala jadalna, a także jako miejsce zarówno do przyjmowania, jak i tymczasowego zakwaterowania mnichów, nowicjuszy i grup świeckich, którzy przyjeżdżają na krótki pobyt przy różnych okazjach.

Wchodząc do sāla z frontowych schodów, cała długość hali rozciąga się przed nami. Wnętrze jest otwarte z trzech stron. Drewniana podłoga jest czysta i wypolerowana na wysoki połysk. Spoglądając w głąb sali, wszystkie oczy przyciągane są w kierunku dużego wizerunku Buddy, który znajduje się na drugim końcu. Za wizerunkiem Buddy wiszą zdjęcia starszych nauczycieli i szanowanych starszych mnichów, którzy są bardzo czczeni zarówno przez mnichów, nowicjuszy, jak i świeckich. Są tam zdjęcia Czcigodnego Ajaan Sao Kantasīlo, Czcigodnego Ajaan Man Bhūridatto, Somdet Phra Sangharāja Vajirañānavong i Chao Khun Dhammachedi.

W gablocie znajdują się relikwiarze zawierające relikwie Czcigodnego Ajaan Sao Kantasīlo, Czcigodnego Ajaan Man Bhūridatto i Czcigodnego Ajaan Singh Khantayākhamo z Wat Pa Salawan. W świątyni znajdują się zdjęcia niektórych mistrzów medytacji, którzy podążali za nimi w tradycji medytacji leśnej. Należą do nich: Czcigodny Ajaan Waen Sucinno, Czcigodny Ajaan Khao Anālayo, Czcigodny Ajaan Lee Dhammadharo z Wat Asokaram oraz Czcigodny Ajaan Fan Ajāro. Każdego ranka i wieczoru mnisi i nowicjusze oddają cześć wizerunkowi Buddy, obrazom i relikwiom.

Seria polnych ścieżek prowadzi od sāla do obszarów wyznaczonych jako miejsca zamieszkania dla mnichów i nowicjuszy. Mieszkania mnichów – zwane kutis – to jednopokojowe chaty zbudowane z prostego bambusa lub bardziej wytrzymałego twardego drewna. Chaty te są rozproszone po całym gęstym lesie. Są one rozmieszczone dość daleko od siebie i oddzielone od siebie pasami lasu na tyle gęstymi, że mieszkańcy nie widzą się nawzajem. Wnętrze klasztoru, w którym mieszkają mnisi, jest zawsze ciche i spokojne. W przeciwieństwie do bezpośredniego sąsiedztwa sāla, ludzie świeccy nie mogą tam wędrować, co pozwala mnichowi pozostać samemu w swoim kuti bez zbędnej ingerencji.

Zazwyczaj mnich spędza większość dnia koncentrując się na swojej własnej praktyce – ćwicząc się w siedzącej i chodzącej medytacji we własnym kuti, tak jakby świat na zewnątrz nie istniał. Nie angażuje innych w próżne rozmowy, ale zamiast tego stara się jak najpełniej podążać za technikami medytacyjnymi i praktykami ascetycznymi nauczanymi przez Pana Buddę.

Istnieją dwa rodzaje kutis: stałe i tymczasowe. Kutis bardziej stałego typu są nieliczne. Nie są zbyt duże, zawierają jeden średniej wielkości pokój o wymiarach około 10 stóp na 12 stóp, wraz z drzwiami, okiennicami i małym gankiem na zewnątrz. Cała konstrukcja jest uniesiona około 3 stóp nad ziemią. Mocno zbudowane, ale proste w konstrukcji, ładnie komponują się z naturalnym otoczeniem. Oczyszczony z roślinności teren bezpośrednio otaczający każde kuti jest równy i gładki oraz zawiera ścieżki do medytacji zarówno z przodu, jak i z tyłu. Cały obszar jest dobrze zamieciony, czysty i uporządkowany. Za polaną znajduje się gęsty las, który ukrywa kuti przed wzrokiem przechodniów. To prawie tak, jakby nie można było powiedzieć, że w ogóle było tam mieszkanie. Żyjąc w ten sposób, mnisi mogą bez przeszkód oddawać się swojej praktyce, bez obawy, że ktoś wejdzie na ich teren i będzie im przeszkadzał.

Większość mnisich kuti to bardziej tymczasowe konstrukcje, zbudowane z bambusa lub resztek drewna i zadaszone strzechą z trawy lub blachą falistą. Łatwe do wzniesienia, te proste schronienia są wystarczająco duże, by mogła się w nich położyć jedna osoba. Składają się z czterech słupów, prowizorycznego dachu i małej platformy mieszkalnej uniesionej około 3 stóp nad ziemią w celu ochrony przed wężami. Ponieważ nie ma odpowiednich ścian, mnisi wieszają stare szaty ze wszystkich czterech stron, aby chronić się przed słońcem i deszczem. Szaty te są umieszczone w taki sposób, aby można je było łatwo otworzyć lub zamknąć w zależności od warunków pogodowych. Ponieważ wiatr może wiać ze wszystkich stron, ten rodzaj kuti jest całkiem wygodny w gorącym sezonie. Jest nieco mniej wygodny w zimnych porach roku, a szczególnie trudny w porze deszczowej. Przed każdym kuti znajduje się ścieżka używana do medytacji pieszej. Leśni mnisi uważają medytację pieszą za tak ważną część ich codziennego życia, że rzadko zaniedbują ten aspekt medytacji. Ścieżki używane do chodzenia są gładkie i równe, a ich długość wynosi od 25 do 30 kroków. Świece lub latarnie są umieszczane na obu końcach tych ścieżek, aby zapewnić odpowiednie światło do chodzenia w nocy.

Taki prosty styl życia zachęca do zadowolenia z życia za niewiele. Wewnątrz kuti znajduje się tylko klot – duży leśny parasol, który można wyposażyć w moskitierę – mata z trawy, koc, miska na jałmużnę, szaty wewnętrzne i zewnętrzne oraz kilka innych drobiazgów. Praktykowanie “zadowalania się małym” oznacza rezygnację z wielu wygód i udogodnień, które zwykle kojarzymy z przyjemnym życiem. Ponieważ warunki życia nieustannie się zmieniają, wygody nie są niezawodnym źródłem szczęścia. Trwałe szczęście można znaleźć tylko w sercu. Po zniszczeniu umysłowych splamień chciwości, nienawiści i złudzenia, dopiero wtedy serce zyskuje prawdziwe zadowolenie. Te splamienia tworzą silne przywiązanie do wygód i udogodnień, a to z kolei prowadzi do niezadowolenia i cierpienia. Dlatego mnisi unikają niepotrzebnych wygód. Aby praktykować i prawdziwie poznać Dhammę nauczaną przez Buddę, mnisi ograniczają swoje posiadłości do minimum.

Obszar, w którym mieszkają i praktykują mnisi i nowicjusze, jest zamkniętą częścią klasztoru. Zwykle odwiedzający i krewni nie mogą tam wchodzić i spacerować, ponieważ ich obecność mogłaby zakłócić surowe środowisko medytacyjne. W ramach kompromisu, odwiedzający mogą wejść do tego obszaru, gdy mnisi i nowicjusze są w sāla podczas porannego posiłku, pod warunkiem, że wizyta odbywa się cicho i z szacunkiem, aby nie przeszkadzać tym mnichom, którzy poszczą. Mnisi w Klasztor Leśny Baan Taad często poszczą, aby zintensyfikować swoje wysiłki w medytacji, podczas której pozostają w odosobnieniu w swoich miejscach zamieszkania.

Część, w której mieszkają mnisi, stanowi główną część klasztoru. Większość kuti jest zarezerwowana dla mnichów, ale są też kuti dla gości, w których mogą tymczasowo przebywać ci, którzy chcą praktykować medytację w klasztorze. Kolejna sekcja, która znajduje się na prawo od głównej bramy i przed sāla, jest zarezerwowana dla kobiet, które przyjeżdżają do Klasztor Leśny Baan Taad, aby praktykować medytację. Sekcja ta podzielona jest na część kuchenną, w której osoby świeckie mogą przygotowywać posiłki oraz część kutis dla tymczasowych lokatorów. Ponieważ przestrzeń jest ograniczona, nie można wydać pozwolenia na pobyt, który jest nieodpowiednio długi. Obszar dla kobiet zawiera kuti wraz ze ścieżkami do medytacji pieszej, podobnymi do tych używanych przez mnichów.

Woda ze studni jest używana do większości ogólnych celów w Klasztorze Leśny Baan Taad. Źródłem wody są studnie wykopane na głębokości 30 stóp i wyłożone betonowymi pierścieniami. Woda jest pompowana ze studni ręcznie i rozprowadzana po całym klasztorze w dwukołowych wózkach. W ten sposób każdego popołudnia mnisi napełniają duże dzbany z wodą znajdujące się w kuti, łaźniach, pokojach wypoczynkowych i innych punktach klasztoru. Woda ta jest następnie używana do kąpieli i mycia. Woda deszczowa jest używana do picia. Jest ona zbierana w porze deszczowej i przechowywana w dużych betonowych zbiornikach umieszczonych po obu stronach sāla i w kuchni. Kuti mnichów mają również betonowe zbiorniki lub zbiorniki ze stali ocynkowanej do przechowywania wody deszczowej do picia. Zbiorniki te mieszczą wystarczającą ilość wody na cały rok.

Klasztor zawsze sprawia wrażenie schludnego, uporządkowanego i spokojnego. We wszystkich obszarach panuje spokój i cisza, które odzwierciedlają się w umysłach osób tam mieszkających. Ten spokój powstaje naturalnie, gdy szkodliwe rozproszenia spowodowane przez splugawienia chciwości, nienawiści i złudzenia są stłumione. Ciszę przerywają jedynie odgłosy leśnych zwierząt, które żyją spokojnie w schronieniu klasztoru. Klasztor Leśny Baan Taad jest domeną Dhammy w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu. Jest to przykładowy klasztor leśny, bogaty w starożytne tradycje praktyki buddyjskiej, a jednocześnie wolny od nowoczesnych udogodnień, takich jak elektryczność i bieżąca woda. Mnisi żyją blisko natury w prostej samotności. Ten nieskomplikowany styl życia sprzyja uważności, koncentracji i mądrości potrzebnym do przeciwdziałania spaczeniom umysłu, które utrudniają postęp duchowy.

Chociaż wielu oddanych zwolenników chciało zasłużyć się, zapewniając mnichom różne wygody i udogodnienia – takie jak elektryczność, pompy wodne, telefony oraz większe i wygodniejsze kuti – Czcigodny Ajaan Mahā Bua odmówił ich przyjęcia. Powodem było to, że te rzeczy są niepotrzebne do życia w medytacji. W życiu doczesnym są one uważane za źródło przyjemności i szczęścia, ale z perspektywy nauk Buddy takie wygody są uważane za przeszkody dla stylu życia ścisłej medytacji. W czasach Buddy nie istniały one, a mimo to mnisi żyli bardzo zadowoleni z życia, a wielu z nich stało się w pełni oświeconymi arahantami. Uczniowie Buddy nigdy nie oddawali się takim rzeczom jako substytutowi ścieżek, owoców i Nibbāny. Chociaż łagodzą one niektóre trudy życia klasztornego, poleganie na takich wygodach zachęca do lenistwa, zniechęcenia i apatii. Mnisi łatwo się do nich przywiązują, a to przywiązanie staje się przeszkodą w poszukiwaniu prawdy o Dhammie i prawdy o świecie. Ze względu na swój spokój i prostotę, leśny klasztor zapewnia atmosferę sprzyjającą refleksji, środowisko odpowiednie do poszukiwania prawdziwego szczęścia zgodnie z nauką Buddy. Według słów Ajaana Mahā Bua:

“Nie zapomnij obserwować siebie. Nie zaniedbuj badania ruchów swojego umysłu: to powinien być twój priorytet. Te ruchy są niezwykle szybkie. Upewnij się, że są one zgodne z Dhammą. Nisamma karanam seyyo: Zastanów się uważnie zanim cokolwiek zrobisz. Nie działaj jedynie z powodu zarozumiałości lub pragnienia. Nie działaj pod wpływem impulsu, by zmusić rzeczy, by były takie, jak chcesz. W większości przypadków mamy tendencję do popełniania błędów do tego stopnia, że mylenie się jest naszą drugą naturą. Dzieje się tak dlatego, że nie zatrzymujemy się, by się zastanowić. Jako buddyści musimy zastanawiać się nad wszystkim, co robimy, przez cały czas. Nasze pragnienia nie znają granic, więc musimy upewnić się, że rozsądek weźmie górę. Nie pozwólmy pragnieniom przejąć inicjatywy. Jeśli będziemy podążać za naszymi pragnieniami, doprowadzą nas one bezpośrednio do coraz większego cierpienia, nawet nie zdając sobie sprawy z naszego błędu. Jeśli weźmiemy rozum – Dhammę – jako naszego przewodnika, nasze pragnienia stopniowo uspokoją się i ucichną, aż przestaną nam przeszkadzać. “Jakie są moje motywy działania? Dokąd mnie prowadzą? Czy jest to właściwe, czy nie? Kiedy zadajemy te pytania, rozum wkracza do akcji, więc pożądanie musi ustąpić i być posłuszne. Musi być posłuszne rozumowi. Od tego momentu tylko rozum przejmuje inicjatywę. Jeśli będziemy podążać za jego wskazówkami, rzadko będziemy popełniać błędy”.

Ścieżka praktyki, którą podążają mnisi w leśnym Klasztorze Leśny Baan Taad, opiera się na przestrzeganiu dhutangi – lub praktykach ascetycznych – zalecanych przez Pana Buddę. Te metody szkoleniowe były przestrzegane przez Ajaan Mana, którego Ajaan Mahā Bua zawsze bardzo szanował i podziwiał, nazywając go “tym, który był dla nas jak ojciec i matka”. W ten sposób prowadzi swoich uczniów ścieżką Czcigodnego Ajaan Mana:

“Ścieżka praktyki, którą podążał Czcigodny Ajaan Man, a następnie przekazał nam, jest naprawdę właściwą drogą dla mnicha medytacyjnego. Nie ma co do tego wątpliwości, ponieważ tych metod nauczał Pan Budda – starożytne teksty potwierdzają tę prawdę. W naukach Ajaan Mana nie znajdujemy nic fałszywego ani odbiegającego od normy. Uważne rozważenie jego nauk wystarczy, aby przekonać nas, że zawsze miał solidne, dobrze znane precedensy dla sposobu, w jaki praktykował. Nigdy nie narażał na szwank swojego powołania poprzez zgadywanie. W rezultacie jego praktyka była zawsze płynna, spójna i nienaganna od początku do końca.

“Praktyki ascetyczne, które podkreślał, były następujące: Codzienne chodzenie na jałmużnę; jedzenie tylko tego, co zostało przyjęte do miski jałmużny na jałmużnę; jedzenie tylko jednego posiłku dziennie; jedzenie całego jedzenia bezpośrednio z miski jałmużny; noszenie szat wykonanych z wyrzuconego materiału; i życie w lesie. W praktykach tych nie ma nic tajemniczego czy zagadkowego – są one wyraźnie wspomniane w pismach świętych.

“Czcigodny Ajaan Man był sumienny w sposobie, w jaki praktykował wszystkie dhutangi wspomniane powyżej. Stał się w nich tak zręczny i biegły, że w dzisiejszych czasach trudno byłoby znaleźć mu równego pod tym względem. Nauczał również swoich uczniów, aby ćwiczyli się przy użyciu tych samych ascetycznych metod. Polecił im, by żyli w odległych, dzikich obszarach i zadowalali się niewielkimi rzeczami. Nauczył ich traktować codzienną jałmużnę jako uroczysty obowiązek i radził im, by unikali jedzenia oferowanego później. Poinstruował swoich uczniów, aby spożywali wszystkie pokarmy zmieszane w miskach i unikali jedzenia z innych pojemników. I pokazał im drogę, jedząc tylko jeden posiłek dziennie aż do ostatniego dnia swojego życia.

“Ajaan Man doskonale zdawał sobie sprawę z praktycznej wartości praktyk dhutangi dla praktykujących mnichów. Wyraźnie rozumiał, że każda z tych praktyk jest niezwykle skutecznym środkiem zamykania ujść, przez które mają tendencję przepływać splugawienia umysłu mnicha. Z pomocą dhutangi mnisi mogą być pewni, że ich zachowanie nie będzie obraźliwe dla innych. Każda praktyka ascetyczna promuje cnotliwą cechę, a jej przestrzeganie przypomina mnichowi, by nie był nieostrożny, myśląc w sposób sprzeczny z cnotą, którą stara się rozwijać. Mając się na baczności, natychmiast staje się świadomy wszelkich uchybień w osądzie, co z kolei sprzyja uważności, by wychwycić takie niedopatrzenia w przyszłości.

“Mnich, który prawdziwie praktykuje jedną lub więcej dhutang, nieuchronnie prezentuje przyjemny, dostojny wygląd. Jego podstawowe potrzeby są łatwe do zaspokojenia. To, co je i gdzie śpi, nigdy nie stanowi dla niego problemu. Zawsze jest zadowolony z prostych rzeczy, które posiada. Nieobciążony emocjonalnymi przywiązaniami i dobrami materialnymi, czuje się psychicznie i fizycznie silny. Dhutangi zawierają cechy Dhammy tak niezwykle głębokie, że trudno jest w pełni zrozumieć ich prawdziwą wielkość.

“Oprócz dhutangi, Czcigodny Ajaan Man nauczał różnych metod praktykowania medytacji, z których wszystkie były całkowicie zgodne z tym, czego nauczał Budda. Na przykład, nauczał wspominania Buddy i uważności oddechu w celu uzyskania rezultatów pokoju i spokoju w sercu. Nauczał czterech podstaw uważności i kontemplacji ciała dla rozwijania mądrości w sercu. Uczył swoich uczniów, jak zagłębiać się w serce, aby odkryć prawdę o narodzinach, starzeniu się, chorobie i śmierci; i pokazał im, jak wykorzenić z siebie prawdziwe przyczyny cierpienia. Prowadził ich na każdym kroku, udzielając precyzyjnych instrukcji i porad w odpowiednim czasie. Dzięki jego współczującym wysiłkom wielu mnichów było w stanie osiągnąć pełne oświecenie”.

Medytacja oznacza trenowanie umysłu, aby był mądry i bezstronny w odniesieniu do podstawowych zasad przyczyny i skutku, tak abyśmy mogli skutecznie pogodzić się z naszymi własnymi wewnętrznymi procesami, a także ze wszystkimi innymi powiązanymi sprawami. Zamiast poddawać umysł nieokiełznanej żywiołowości, polegamy na medytacji, by okiełznać nasze niesforne myśli i dostosować je do tego, co rozsądne – co jest ścieżką do spokoju i zadowolenia. Umysł, który nie przeszedł jeszcze treningu medytacyjnego, jest podobny do niewytrenowanego zwierzęcia, które nie może jeszcze wykonywać wyznaczonych mu zadań. Musi zostać wyszkolone do wykonywania tych zadań, aby uzyskać maksymalne korzyści ze swojej pracy. Podobnie, osoba powinna przejść trening uważności jako sposób na uzyskanie spokoju, zadowolenia i zrozumienia w sobie.

Ci, którzy rozwijają medytację jako solidną kotwicę dla umysłu, lubią uważnie zastanawiać się nad wszystkim, co robią. Nie są skłonni do podejmowania niepotrzebnego ryzyka w sytuacji, której nie są pewni, gdy błąd może zaszkodzić im lub komuś innemu, kto jest w to zaangażowany. Rozwój medytacyjny przynosi określone korzyści, zarówno natychmiastowe, jak i przyszłe, ale najbardziej znaczące są te, których doświadczamy tu i teraz, w teraźniejszości. Ludzie, którzy rozwiną w sobie zdolność do medytacji, odniosą sukces we wszystkim, do czego się przyłożą. Ich sprawy nie są prowadzone bez przekonania, ale są dobrze przemyślane z myślą o spodziewanych korzyściach z dobrze wykonanej pracy. W ten sposób ludzie mogą zawsze z satysfakcją spoglądać wstecz na owoce swojej pracy. Ponieważ są mocno ugruntowani w rozsądku, ludzie, którzy medytują, nie mają trudności z kontrolowaniem siebie. Trzymają się Dhammy jako zasady przewodniej dla wszystkiego, co robią, mówią i myślą. Pamiętają o tym, by nie pozostawiać siebie otwartymi na niezliczone pokusy, które zwykle powstają w wyniku splugawienia pragnienia – pragnienia pójścia tam, pragnienia przyjścia tutaj, pragnienia zrobienia tego, pragnienia powiedzenia tego lub pomyślenia tamtego – które nie dają żadnych wskazówek co do dobra i zła, dobra i zła. Łaknienie jest bardzo destrukcyjnym splugawieniem, które wielokrotnie prowadzi nas do nieszczęścia na niezliczone sposoby. W rzeczywistości nie mamy nikogo, kogo moglibyśmy winić, oprócz nas samych, więc musimy zaakceptować konsekwencje jako coś godnego pożałowania, starając się następnym razem postąpić lepiej. Tylko dzięki odpowiedniemu treningowi mentalnemu możemy odwrócić ten trend. Z tego powodu w Klasztorze Leśny Baan Taad Ajaan Mahā Bua zawsze zachęcał ludzi z każdej dziedziny życia do praktykowania medytacji najlepiej jak potrafią.